FAM kontra NPR PDF Drukuj Email

ImageJednym z najtrudniejszych wyzwań, wskazywanych często przez małżeństwa praktykujące naturalne planowanie rodziny, jest zrozumienie sensu powstrzymania się od zbliżeń w okresie płodnym, gdy pragnie się uniknąć poczęcia. Wiele małżeństw nie potrafi sobie przekonująco wytłumaczyć, czym w aspekcie czysto praktycznej celowości owo powstrzymanie się miałoby się różnić od zastosowania — nieszkodliwej w potocznym przekonaniu — antykoncepcji barierowej (najczęściej prezerwatywy), ani też dlaczego rezygnacja ze współżycia, bywa że na dość długi czas, miałaby mieć dobroczynne skutki dla ich więzi, skoro odbierają ją jako wymuszoną i z tego powodu frustrującą. Sporadyczne czy też regularne „wspomaganie się” prezerwatywą w okresie płodnym bywa usprawiedliwiane obopólnym przekonaniem, że takie postępowanie w subiektywnym odczuciu zbliża małżonków i wzmacnia ich związek.

Naturalne planowanie rodziny, zakładające w przypadku unikania poczęcia całkowite powstrzymanie się nie tylko od kontaktów genitalnych, lecz także od świadomego szukania zaspokojenia seksualnego poza pełnym zbliżeniem, jest coraz częściej przeciwstawiane praktyce nazywanej skrótem „FAM” (od angielskiego wyrażenia „Fertility Awareness Method” — „metoda oparta na świadomości płodności”). Na jednym z for internetowych ten sposób postępowania został opisany w następujący sposób: „FAM to świadome zarządzanie płodnością. W II fazie (czyli płodnej — przyp. MT) para stosuje różne środki antykoncepcyjne (gumki, diafragmy. etc.) bądź uprawia inne rodzaje seksu. Według mnie to najlepsza metoda planowania rodziny.” Z kolei inna dyskutantka stwierdza: „...odkąd zaczęłam się tym interesować, więcej rozmawiać o NPR z różnymi ludźmi, którzy metodę stosują, z przerażeniem zauważyłam, że duża liczba małżeństw stosuje NPR, bo tak „trzeba”, bo tego wymaga od nich Kościół, a sankcją za niestosowanie się do tych wymogów jest „odcięcie od łask”. Większość z nich nie rozumie i nie czuje jednak, że ten wymóg jest dobry i służy ich małżeństwu! I naprawdę nie wiem, jak można przekonywać do NPR ludzi, którzy tej kościelnej zasady i za nią idących sankcji nie akceptują. Na dzień dzisiejszy nie widzę żadnych argumentów, które tym ludziom można by przedstawić, a które odpierałyby to spostrzeżenie, które przedstawiłam wyżej, tj. NPR i prezerwatywa skuteczniejsze i korzystniejsze niż czyste NPR, a jednocześnie bez skutków ubocznych, jakie powodują inne metody antykoncepcji”. Sprawę komplikuje dodatkowo dopuszczanie takiego sposobu praktykowania metod NPR jako neutralnej etycznie alternatywy przez niektóre ośrodki badawczo-edukacyjne — np. Zespół Roboczy z Kolonii, rozwijający tzw. „metodę niemiecką”.

Atrakcyjność FAM

FAM ma dobrą prasę: jest propagowana w otoczce neutralności światopoglądowej, uwolnienia małżonków od opresyjnej moralności katolickiej, prezentuje się ją jako wynik świadomego i wolnego od zewnętrznych nacisków wyboru, podkreśla się towarzysząca jej spontaniczność, nieszkodliwość, a z drugiej strony ubolewa się nad ciasnotą myślową i pokornym cierpiętnictwem „ortodoksyjnych wyznawców ideologii NPR”, jęczących pod ciężkim jarzmem narzuconym przez Kościół. Jeden z moderatorów forum.npr.pl skwitował ironicznie tego rodzaju propagandę zdaniem: „Ubrał się diabeł w ornat i na mszę ogonem dzwoni”.

Nie ma się zatem co dziwić, gdy ludzie z dobrą wolą idą śladem tego rodzaju myślenia, wypowiadając na przykład takie poglądy: „Może to trochę nie po Bożemu, no ale jest to jakieś wyjście żeby przekonać chociaż część przeciwników: kobieta powinna zacząć się obserwować, interpretować wyniki z fachowcami z poradni rodzinnej, a jednocześnie stosować prezerwatywę, kiedy poczuje się na tyle pewna, by samodzielnie (sorry za stwierdzenie, bo oczywiście z mężem) poddać się tej metodzie, prezerwatywa stanie się zbędna. Może taki argument zachęci do zapoznania się z tą metodą, a to już połowa sukcesu, no i dodatkowy plus jest taki, że kobieta nie skazuje się na hormony więc może uczyć się swojego cyklu. Jak już wspomniałam nie jest to rozwiązanie bez wad, no ale...”.

Referat Paula Chaucharda

Ciekawe światło na zagadnienie wstrzemięźliwości małżeńskiej rzuca referat wybitnego francuskiego lekarza i filozofa chrześcijańskiego Paula Chaucharda (1912-2003) przygotowany przed 33 laty na sesję naukową na temat: Specjalistyczne aspekty problemu antykoncepcji, zorganizowaną przez Instytut Rodziny ówczesnego Papieskiego Wydziału  Teologicznego w Krakowie (7 i 8 lutego 1976 roku). W swym wystąpieniu zatytułowanym Miłość i antykoncepcja (Psychofizjologia samoopanowania) Paul Chauchard zastanawiał się, czy można na drodze dociekań naukowych potwierdzić, że moralność chrześcijańska „jest moralnością naturalną, powołaniem wpisanym w nas przez Stwórcę, oraz że jest ona jakąś wartością wspólną wszystkim ludziom”1. „Nie ma katolickiej moralności seksualnej — stwierdza nieco prowokacyjnie — istnieje tylko większa odpowiedzialność chrześcijan w tej dziedzinie”.

Chauchard streszcza niektóre wątpliwości, podnoszone w kontekście zalecenia okresowej wstrzemięźliwości:

ludzie pobierają się nie po to, by nie mieć stosunków seksualnych, zatem powstrzymywanie się od nich może się wydawać przeciwne miłości;

nauka Kościoła, akceptująca metody „naturalne”, a odrzucająca „sztuczne”, jest odbierana jako sprzeczna ze spontanicznym charakterem miłości;

jeżeli wstrzemięźliwość traktuje się jedynie jako sposób unikania poczęcia, to nie ma w niej nic naturalnego, gdyż małżonkowie traktują ją przede wszystkim jako stłumienie niekontrolowanego pragnienia, co prowadzi do życia na sposób „brat-siostra”, wbrew zasadom miłości małżeńskiej.

W poszukiwaniu równowagi

Chauchard uważa, że ograniczanie wstrzemięźliwości do samego tłumienia popędu wcale nie pomaga budować więzi miłości małżeńskiej, ponieważ możemy dawać siebie tylko w takiej mierze, w jakiej siebie posiadamy, a tłumienie, w odróżnieniu od samoopanowania, nie sprzyja rozwojowi dojrzałej, „wewnętrznie wyciszonej” osobowości. Autor referatu proponuje zastosowanie dla ćwiczenia się w samoopanowaniu praktykowanej w leczeniu nerwic „metody Vittoza”, którą w wielkim skrócie można by opisać jako kroczenie „małą drogą równowagi”, czyli odrzucenie trosk z przeszłości na którą nie mamy już wpływu, opanowanie wyobraźni, uświadomienie sobie oddziałujących na nas bodźców i wywołanych przez nie aktów, życie tym, czego doświadczamy tu i teraz. Podobny mechanizm działa zdaniem Chaucharda na gruncie przeżywania własnej płciowości.

W kontekście powyższych rozważań można zatem przyjąć założenie, iż tolerowanie w imię subiektywnego poczucia „ratowania więzi małżeńskiej” najpierw sporadycznych, a następnie coraz częstszych aktów z użyciem prezerwatywy, zastępującej samoopanowanie, stopniowo zwalnia małżonków od podejmowania pracy nad sobą. Nie musi to być regułą, ale takie wycofanie się może doprowadzić do sytuacji, w której obiektywna niemożność podjęcia współżycia seksualnego (wynikająca z dłuższej rozłąki, choroby itp.), w połączeniu z przecenianiem przeżywania zbliżeń jako najistotniejszego tworzywa związku małżeńskiego, spowoduje poważny kryzys małżeński.

Żar czystości

W tym kontekście podstawowy błąd teorii o wyższości FAM nad NPR tkwi w przyjętym  założeniu, że próby samowychowania można z takim samym, a może nawet lepszym skutkiem zastąpić zewnętrznym środkiem technicznym. Formułowana a priori teza o nieszkodliwości antykoncepcji barierowej odwołuje się przy tym wyłącznie do płaszczyzny fizjologicznej, podczas gdy pomija się aspekty duchowe, psychiczne, osobowościowe, chociaż nawet pobieżny ogląd współczesnej obyczajowości seksualnej dostarcza tylu przykładów destrukcyjnego oddziaływania każdego typu antykoncepcji na relacje kobiet i mężczyzn, że należałoby raczej tonować beztroskę i utopijny optymizm wyzwolicieli spod znaku FAM.

W końcowych fragmentach swojego wnikliwego studium Paul Chauchard przestrzega przed pułapkami znaczeniowymi zawartymi w pojęciach „powściągliwości” czy „abstynencji” okresowej. Chodzi o to, że akcentują one przede wszystkim kontrolę jako negatywną, czysto antykoncepcyjną metodę ograniczającą współżycie tylko do okresów niepłodności. „Samoopanowanie zmysłowe jest zwłaszcza potrzebne, aby uczynić stosunek seksualny w małżeństwie radością wspólnoty miłosnej — świadomej i promiennej. Ejakulacja i orgazm w służbie miłości stają się aktem woli”.

Ciekawy jest jeden z wniosków zamykających wystąpienie Chaucharda. Otóż uważał on, że największą przeszkodą w realizacji jego propozycji jest uznanie ich za „utopię zarezerwowaną tylko dla elity” i podkreślał, rolę, jaką moją do odegrania chrześcijanie. Przypominając apel papieża Pawła VI kończący encyklikę Humanae vitae, francuski filozof podkreśla z nadzieją i mocnym przekonaniem, że powinniśmy nie tylko przypominać zasady, których pozornie nie da się zastosować, lecz przede wszystkim angażować się w wychowanie oraz wzajemną pomoc między małżonkami.

Swoje wystąpienie Paul Chauchard zakończył cytatem z Teilharda de Chardin: „Czystość — cnota uczestnictwa i zdobywania. Nie jest to wcale szkoła ograniczenia lub ucieczki. Czystość jest podobna do płomienia, który przyswaja każdą rzecz na miarę swego żaru... Któregoś dnia po opanowaniu przestrzeni, wiatrów, przypływów mórz, grawitacji zdobędziemy dla Boga energię miłości. A wówczas po raz drugi w historii świata człowiek znajdzie Ogień”.

 

 

 

 

 
następny artykuł »

www.sklep.npr.pl

 Warto karmic piersia

 Zeszyt

 Sztuka popor

 Nowa Sztuka NPR

Nowa karta - pobierz

 Karta obserwacji

Nasze propozycje

 Dobra nowina
© 2017 Naturalne planowanie rodziny :: Joomla! jest Wolnym Oprogramowaniem wydanym na licencji GNU/GPL.