Stosunek przerywany PDF Drukuj Email

Nie ma mężczyzny, który wolałby akt przerywany od normalnego, pełnego stosunku; przerywanie stosunków nie jest wyborem „lepszego zachowania”, jest przymusową reakcją bezradności i wyborem „mniejszego zła”

Praktyka stara jak świat?

Jedną z najpopularniejszych praktyk antykoncepcyjnych jest stosunek przerywany (po łacinie coitus interruptus). Niektórzy autorzy podają nawet, że stosuje go około 40 procent polskich małżeństw. (1) Polega on na wycofaniu prącia z pochwy przed wytryskiem nasienia. Jest to sposób bardzo stary, ponieważ wspomina o nim już Księga Rodzaju: Onan, syn Judy, miał dopełnić obowiązku nazywanego lewiratem. Chodziło o to, że jeśli bracia mieszkali razem i jeden z nich umarł nie mając syna, to jego żona  miała wyjść za drugiego brata, którego obowiązkiem było zbliżenie się do niej i poczęcie syna, a ten otrzymywał imię zmarłego ojca. Jeśli brat unikał spełnienia tego obowiązku (chodziło o ważne dla Izraelitów przetrwanie imienia zmarłego), to bratowa mogła publicznie zdjąć mu sandał z nogi i plunąć w twarz, co sprowadzało na niego hańbę. Otóż wspomniany Onan znalazłszy się w takiej sytuacji po śmierci brata, „...wiedząc, że potomstwo nie będzie jego, ilekroć zbliżał się do żony swego brata, unikał zapłodnienia...” (Rdz 38, 9). I chociaż imię Onana dało początek nazwie innej praktyki seksualnej, to jednak chodzi tu właśnie o stosunek przerywany - dosłowne tłumaczenie tego fragmentu mówi o marnowaniu nasienia przez wylewanie go na ziemię. Onan został ukarany: „Złe było w oczach Pana to, co on czynił, i dlatego także zesłał na niego śmierć” (Rdz 38,10). Wynika stąd, że kara dosięgła Onana nie tyle za sprzeciwienie się obowiązkowi lewiratu, ile za sprzeniewierzenie się prawom natury ustanowionym przez Boga.

Skąd bierze się popularność takiego sposobu, mimo iż Kościół Katolicki uczy, że jest to grzech i mimo iż jego skuteczność w zapobieganiu poczęcia jest bardzo niewielka? Dlaczego jest on niemoralny? Czy powoduje jakieś negatywne następstwa?

Odwołajmy się do autorytetu Wandy Półtawskiej, która pisała na ten temat w artykule Wpływ postawy antykoncepcyjnej na małżeństwo. (2) Autorka oparła się na swoich doświadczeniach z pracy w Specjalistycznej Poradni Małżeńskiej. Przeanalizowała 99 przypadków małżeństw mających nastawienie antykoncepcyjne, z czego 55 par, a więc przeszło połowa, praktykowało stosunki przerywane. Omawiając przyczyny takiej powszechności zjawiska Wanda Półtawska pisze: „Pozornie odpowiedź jest prosta. Zachowanie to jest przejawem nieopanowania zmysłowości, egoizmu, a także prymitywizmu mężczyzny. Jednakże głębsza analiza wykazała, że przyznają się do tego sposobu działania ludzie kulturalni, wykształceni, a także pary, które współżyją ze sobą rzadko (...). Wydaje się, że mężczyźni, którzy masowo to czynią, przecież szukają jakiegoś dobra; nie można tych wszystkich ludzi jednoznacznie potępiać i obciążać winą egoizmu, przeciwnie - trzeba spróbować zrozumieć, jakiego dobra w tym szukają.”

Opinię taką potwierdza nawet pobieżne przejrzenie wpisów na forach internetowych poświęconych sprawom seksualnym. Kobiety piszą na przykład: „Kochamy się zarówno w dni płodne jak i niepłodne i jakoś dzieci nie mamy, a stosunek przerywany praktykujemy od 8 lat” lub „Ja stosuję stosunek przerywany od dwóch lat i uważam to za metodę bezpieczną” albo: „Mam 22 lata. Od 2 lat mam stałego partnera. Od kilku miesięcy współżyjemy ze sobą. Oboje nie mamy doświadczenia w tej sprawie i dlatego mamy pewne wątpliwości. Kochamy się do momentu kiedy on (i ja) dochodzi prawie do szczytu, wtedy szybko przerywamy (…). Oboje jesteśmy przeciwni stosowaniu prezerwatyw, oraz innych metod antykoncepcyjnych. Stosunek przerywany wydawał nam się najbardziej wiarygodny, przecież mój mężczyzna panuje nad wytryskiem i ja mu wierzę. Proszę nam wyjaśnić, czy możemy nadal spokojnie tak się kochać?”

Doktor Półtawska zauważa, że stosunek przerywany w zestawieniu z farmakologicznymi czy mechanicznymi środkami antykoncepcyjnymi środkami, może wielu ludziom wydawać się bardziej naturalny, bo wydaje się, ze nie ingeruje bezpośrednio w funkcjonowanie organizmu kobiety, jak np. pigułka „W akcie przerywanym - pisze autorka - mężczyzna ma subiektywne odczucie, że z kobietą „nic złego się nie dzieje”, „nie szkodzi jej”. (...) Przerywanie stosunku jako metoda działania jest jego działaniem, pozostawia mężczyźnie odczucie własnej męskości, która przejawia się w fakcie, że to on działa i on bierze niejako na siebie całą odpowiedzialność. Zresztą niektórzy mężowie tak się wypowiadają: „Ja to biorę na własne sumienie”. Równocześnie sumienie to jest spokojne. Zaskakujący jest bowiem fakt, iż wielu ludzi - katolików, mimo jednoznacznego stanowiska teologii moralnej, nie uważa tego zachowania za grzech.”

Konsekwencje

Jakie mogą być konsekwencje praktykowania stosunków przerywanych? Badania w tym względzie są prowadzone od dawna. Już wydany w drugiej połowie lat sześćdziesiątych podręcznik seksuologii pod redakcją Hansa Giesego wymienia brak orgazmu u kobiet, zaburzenia nerwicowe, oziębłość płciową, zakłócenia potencji u mężczyzn. (3) Wanda Półtawska również zauważyła, że w badanej grupie 55 małżeństw u 25 kobiet wystąpiła oziębłość i zanik orgazmu, przy czym autorka wspomina o tym, iż w większości wypadków ich mężowie nie widzą żadnego związku pomiędzy swoim działaniem a tymi zaburzeniami.

W kilku przypadkach takie postępowanie doprowadziło do zdrady (tylko w jednym przypadku zdradziła kobieta) i do rozpadu małżeństwa. Przeszło połowa kobiet cierpiała na różnego typu nerwice, większość z nich także odmawiała współżycia, które odbywało się jednak pod presją mężczyzny. W tej samej grupie małżeństw u 28 mężczyzn wystąpiły również objawy nerwicowe, dała się także zauważyć wzmożona drażliwość i agresywność.

Wanda Półtawska pisze: „Obie strony skarżą się na wzajemne lekceważenie; mężczyźni zarzucają to żonom , a kobiety mają pretensje o to, że są traktowane „jak rzecz”. Niekiedy mężowie nie wiedzą, że żony cierpią na anorgazmię i są tym zaskoczeni. „Ja jestem z niej zadowolony, ale ona ze mnie nie”, „ona stała się bardziej nerwowa i widzę w niej oziębłość” - stwierdza mąż i podaje nawet datę: „od dwóch lat”, nie zauważając, że właśnie od tego czasu współżyją w sposób przerywany, a on wiąże to z ciążą „po ostatnim dziecku”. (...) Wręcz niekiedy uważa, że to jest wina kobiety. Rzecz zastanawiająca, że takie zachowanie małżonków nie budzi wątpliwości co do poprawności moralnej, ani wyrzutów sumienia (...). Na ogół mężczyźni są spokojni i uważają ten sposób zachowania za „najmniej szkodliwy dla kobiety i najbardziej naturalny”.

Jest jeszcze jeden problem. Stosunek przerywany jako metoda antykoncepcji jest zawodny – podawany w literaturze fachowej wskaźnik Pearla wynosi dla niego od 15 do 28, co oznacza, że przy stosowaniu tej metody w ciągu jednego roku od 15 do 28 na 100 kobiet zajdzie w ciążę. (4) Nieskuteczność wynika z niemożności pełnego zapanowania nad wytryskiem, a także z faktu, iż niewielka ilość plemników może znajdować się już w wydzielinie towarzyszącej podnieceniu we wcześniejszej fazie zbliżenia.

Potrzebna pomoc

Jak pomóc małżonkom borykającym się z tym problemem, małżonkom będącym często w sytuacji, w której nie mogą sobie pozwolić na poczęcie kolejnego dziecka, a ze względu na niską świadomość? Pierwszy krok należy chyba do nich samych: znalezienie zaufanego, stałego spowiednika i szczere wyznanie grzechu, połączone z postanowieniem poprawy. Kapłani natomiast, którzy spotykają się z takimi sytuacjami w konfesjonale, powinni jednoznacznie i z życzliwym nastawieniem wyjaśnić zło (moralne i fizyczne) takiego postępowania, a jako pokutę mogą na przykład zaproponować nawiązanie kontaktu z poradnią małżeńską, których sieć działa w każdej diecezji albo z innymi ośrodkami uczącymi naturalnego planowania rodziny.

Wydaje się bowiem, że sedno problemu tkwi właśnie w ignorancji w zakresie wiedzy o funkcjonowaniu mechanizmów płodności i o moralnych aspektach takiego postępowania. Najczęściej brakuje świadomości popełniania grzechu, a małżonkowie są po prostu bezradni, nie wiedzą, jak inaczej mogliby sobie poradzić.

Jeżeli małżonkowie poznają dobrze zasady metod naturalnego planowania rodziny, to pozbędą się lęku przed własną płodnością, poznając jej cykliczność i sposoby obserwowania objawów. Ich pożycie, zamiast być źródłem stresu, znów stanie się atrakcyjne dzięki przeżywaniu okresów wstrzemięźliwości, które nie są czymś nienaturalnym.

Wanda Półtawska stwierdza: „Z chwilą kiedy płodność kobiety jest dla męża zrozumiała, jego decyzja „uważaj” odnosi się nie do chwili przerwania stosunku, ale do chwili podjęcia współżycia. (...) Gdy on uwzględni to, co się w niej dzieje, problem jest rozwiązany, a wszelka antykoncepcja jest po prostu niepotrzebna. Znika też potrzeba przerywania stosunku, mężczyzna wie, kiedy może być owoc i kieruje czasem „zasiewania”. Małżonkowie mogą spokojnie, bez lęku cieszyć się sobą. Nie ma mężczyzny, który wolałby akt przerywany od normalnego, pełnego stosunku; przerywanie stosunków nie jest wyborem „lepszego zachowania”, jest przymusową reakcją bezradności i wyborem „mniejszego zła”.

 

Bogdan Górnicki

 

Przypisy:

 

1. Zob. np. Południewski G., Skwiecińska O.: "Jak uniknąć ciąży - Poradnik antykoncepcji",  ttp://www.pfm.pl/u235/navi/199173

2. Półtawska W.:  "Wpływ postawy antykoncepcyjnej na małżeństwo", [w:] "Specjalistyczne aspekty problemu antykoncepcji", Rzym 1980.

3. "Seksuologia", red. H. Giese, PZWL 1976, s. 101.

4. Zob. Pisarski T.: "Położnictwo i ginekologia", PZWL 1991, str. 51.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

www.sklep.npr.pl

 Nowa Sztuka NPR

 Sztuka popor

 Zeszyt

 Warto karmic piersia

Nowa karta - pobierz

 Karta obserwacji

Nasze propozycje

 Dobra nowina
© 2017 Naturalne planowanie rodziny :: Joomla! jest Wolnym Oprogramowaniem wydanym na licencji GNU/GPL.