Strona główna arrow Czytelnia arrow Kwestie moralne arrow Bliskość cielesna w okresie wstrzemięźliwości seksualnej
Bliskość cielesna w okresie wstrzemięźliwości seksualnej PDF Drukuj Email
Spis treści
Bliskość cielesna w okresie wstrzemięźliwości seksualnej
Strona 2

Wstrzemięźliwość seksualna w małżeństwie jest najczęściej związana z decyzją odłożenia poczęcia. Unikanie współżycia seksualnego w tym okresie rodzi napięcie między potrzebą bliskości drugiej osoby a koniecznością oddalenia się od jej ciała. Zbyt duża bliskość powoduje pobudzenie seksualne, którego w którymś momencie nie można już opanować. Z kolei utrzymywanie zbyt dużego dystansu często rodzi sztywność w zachowaniu, pozbawia relację małżeńską serdeczności i czułości. Może osłabiać wzajemną miłość, rodzić oschłość i poczucie samotności. Może być źle zrozumiane przez współmałżonka jako oznaka niechęci do niego.

Ideał - obdarowywanie się znakami czułości, szacunku i uznania

Relacja małżeńska w okresie wstrzemięźliwości seksualnej ma swoją wyjątkową specyfikę, która wymaga szczególnego podejścia. Ideałem w tym czasie nie jest ani pełna swoboda seksualna związana z szukaniem największej przyjemności ani upodobnienie relacji między małżonkami do związku brata z siostrą, a więc pozbawienie jej odczuć seksualnych, wyeliminowanie ich, odseksualizowanie się. Małżonkowie w tym okresie są nadal małżonkami i dlatego muszą nauczyć się kochać w sposób odpowiedni dla małżeństwa. "Oznacza to poszukiwanie nowych sposobów wyrażania wzajemnego zainteresowania i miłości, a więc czegoś na wzór przedmałżeńskich zalotów" . Czas oczekiwania na współżycie seksualne jest w myśl tej koncepcji przede wszystkim czasem adoracji, czułości, okazywaniem sobie szacunku i uznania. Kochający się małżonkowie uświadamiają sobie wtedy, że łączy ich głęboka więź, wspólnota miłości, że odczuwają siebie w najbardziej ukrytych drganiach duszy. Czują się duchowo i psychicznie zespoleni ze sobą, ogarnięci poczuciem bliskości.


Przybliżyć się czule, to znaczy zakomunikować kochanej osobie zrozumienie, współodczuwanie, szacunek i uznanie. Dokonuje się to poprzez czułe słowa, objęcia, przytulenia, pocałunki. Są to wszystko sygnały żywych uczuć, miłosne gesty, delikatne i subtelne, które rodzą się wobec "człowieka drugiej płci". Różnią się one od pocałunków, gestów i pieszczot podejmowanych z zamiarem rozpoczęcia współżycia seksualnego, mających na celu szybkie rozbudzenie sfery zmysłowej. Kobiety bardziej potrzebują przytulenia, romantyczności, opieki; mężczyźni szacunku i uznania. Jest bardzo ważne, aby w tym okresie mąż zadbał o emocjonalne potrzeby żony, zaopiekował się dziećmi, dając jej chwile wytchnienia, okazję pozostania samą, przytulał ją, zaznaczał, że pamięta o niej; a ona doceniała męża w jego trudzie wstrzemięźliwości, szanowała go, dostrzegała jego pracę zawodową, sukcesy, troskę o dom i rodzinę. Wrażliwość na swoje potrzeby, zdolność obdarzania się czułością, szacunkiem i uznaniem jest barometrem twórczej relacji między mężem a żoną.


Kobiety właśnie w okresie wstrzemięźliwości są gotowe do zrodzenia potomstwa, i równocześnie z mocy samej natury są pobudzone, spragnione współżycia seksualnego. Zachęcając mężczyzn do rozpoczęcia godów, nawet nieświadomie, wysyłają im subtelne sygnały, wyczuwalne przez nich miłosne fluidy. Jeżeli małżonkowie nie decydują się na poczęcie dziecka, a tym samym na współżycie seksualne, to nie mogą, bez gwałtu na swoje naturze pozostać nieczuli wobec siebie. Zaloty, okazywanie sobie czułości i uznania stają się w tym wypadku konieczną odpowiedzią na pragnienie natury (choć subiektywnie nie wystarczającą, ale jednak bardzo płodną psychicznie i duchowo). Naturalne pragnienie bliskości cielesnej kochających się małżonków, choć w pełni niezaspokojone musi być koniecznie zrekompensowane przez okazywanie sobie czułości. "Takiej czułości ogromnie wiele potrzeba w małżeństwie, w całym tym wspólnym życiu, gdzie przecież nie tylko "ciało" potrzebuje "ciała", ale przede wszystkim człowiek potrzebuje człowieka" . Czas wstrzemięźliwości jest nie tylko czasem umiarkowanego dystansu cielesnego, ale także, a nawet przede wszystkim, czasem rozmowy, budowania małżeńskiej przyjaźni.


Nie można zapominać, że liczna grupa małżonków nie jest wychowana do okazywania sobie czułości. "Czułość bowiem domaga się pewnej czujności zwróconej ku temu, aby różnorodne jej przejawy nie nabrały innego znaczenia, nie stały się tylko formami zaspokojenia zmysłowości i wyżycia seksualnego. Dlatego czułość nie obejdzie się bez wyrobionego opanowania wewnętrznego, które w tym ujęciu staje się wykładnikiem wewnętrznej subtelności i delikatności względem osoby drugiej płci" . Wielu małżonków nie ma w sobie na tyle wrażliwości, aby w okresach wstrzemięźliwości seksualnej umieli wykreować nowy styl bycia razem. Do takiej wrażliwości trzeba się wychować, dorosnąć, czasami rozwiązać zadawnione problemy rodzinne. Na pewno niedocenioną wartością, na drodze uczenia się takiej postawy jest zachowanie czystości przedmałżeńskiej. We współczesnej kulturze nie jest ona jednak ceniona.

Radykalny dystans - smutne oblicze wstrzemięźliwości

Zdarza się czasami, że małżonkowie nie chcą w ogóle współżycia seksualnego albo przesadnie je ograniczają, nie tylko z powodu lęku przed poczęciem dziecka, ale w wyniku spirali problemów we wzajemnej komunikacji, nawarstwionych i zadawnionych urazów. Życie we dwoje staje się wtedy puste i smutne, naznaczone cierpieniem, zamiast radością. Zachowania paraliżujące miłość, choć wypływają z urazów lub lęków, znajdują pozorne wsparcie w zasadach moralnych, które małżonkowie katoliccy chcą zachowywać. Może nawet być tak, że głównym powodem podawanym współmałżonkowi, uzasadniającym oziębłość, radykalne oddalenie od siebie, a nawet wyraźne odrzucenie, stają się wymagania nauki Kościoła. W takich przypadkach manipulacja moralnością katolicką, traktowanie jej jako parawan skrywający rzeczywiste motywacje, jest szczególnie szkodliwa. Małżonkowie przekonują siebie wzajemnie, że lepiej, ze względu na Boga zrezygnować, radykalnie i jednoznacznie, z intymności, z wszelkiego rodzaju gestów, pieszczot, nawet i z czułości. Czułość przecież też bardzo łatwo może przerodzić się w zmysłowe pragnienie, trudne do opanowania. Wtedy jako jedynie moralny, zgodny z wolą Bożą, sposób życia widzi się unikanie siebie wzajemnie, spanie osobno, zasłanianie przed sobą swojej nagości, zrezygnowanie z pocałunków.


Wytworzony dystans oznacza oziębłość, oddalenie emocjonalne, życie w odosobnieniu. Siła do wytrwania we wstrzemięźliwości płynie nie z miłości, nie ze zgody na czekanie na upragnione współżycie seksualne, ale z niechęci do drugiej osoby, lęku przed pobudzeniem, współżyciem i poczęciem dziecka. Czym większy lęk tym większy dystans. Im większe ryzyko pobudzającej bliskości tym większa surowość moralna. Sens i wartość okresu wstrzemięźliwości zostaje wypaczona i sprowadzona przede wszystkim do wysiłku unikania siebie. Bycie z sobą oznacza uciekanie przed intensywnością wysyłanych i odbieranych bodźców seksualnych. Konsekwencją takiego podejścia są potem trudności uzyskania satysfakcji w czasie współżycia seksualnego, w okresie niepłodnym. Nie można bowiem nagle przejść z zagrożenia w ufność, ze sztywności w spontaniczność, z zamknięcia w otwartość.

Szukanie złotego środka

Mając na uwadze wyżej sygnalizowane zagrożenia trzeba nauczyć się w okresie wstrzemięźliwości seksualnej elastycznego poruszania się, oscylowania między bliskością a oddaleniem, intymnością a samotnością. Na tej drodze małżonkowie powinni unikać dwóch skrajności. Pierwszej - radykalnej rezygnacji z całkowitego obdarowywania się ciepłem, bliskością, intymnością i drugiej - regularnego poszukiwania bliskości i intymności poprzez zbyt intensywne, mocno rozbudzające pieszczoty.


Praktyka życia pokazuje, że znalezienie złotego środka nie jest umiejętnością łatwą do opanowania. Sztuka ta może być dla niektórych małżeństw podobna do chodzenia po linie. Utrzymanie równowagi okazuje się bardzo trudne, a czasami wydaje się niemożliwe. Szczególnie wtedy, gdy pragnienie współżycia okazuje się bardzo silne. Gdy jednak po okresie prób, błędów i grzechów uda się dobrze opanować sztukę równowagi, wzrośnie więź małżeńska, zwiększy się wzajemne zaufanie. Zanim to jednak nastąpi małżonkowie muszą dojrzeć w swojej miłości i dlatego nie powinni dramatyzować trudności seksualnych, pojawiających się właśnie w okresie wstrzemięźliwości. Nie mogą zrażać się porażkami, lecz ciągle, nieustępliwie uczyć się sztuki panowania nad siłą swoich zmysłów.

Jeżeli małżonkowie chcą budować zdrową, pełną miłości i ciepła relację, to muszą liczyć się z tym, że pojawią się takie sytuacje, w których ulegną sile zmysłów, i co jakiś czas, w swojej ludzkiej słabości, posunął się w pieszczotach zbyt daleko, doprowadzając się (lub jedną stronę) do orgazmu poza stosunkiem seksualnym. Są okresy wstrzemięźliwości, w których łatwiej jest pielęgnować miłość tylko poprzez znaki czułości i uznania, np. wtedy, gdy małżonkowie są codziennie razem, obserwują swoje nastroje, mają ze sobą ciągły kontakt. Znacznie gorzej, gdy małżonkowie nie widzą się przez kilka dni, może tygodni. Narasta wtedy tęsknota za sobą, napięcie seksualne jest przeżywane w samotności, bez fizycznej bliskości kochanej osoby. Gdy po tej przerwie małżonkowie spotykają się ze sobą pragnienie bycia razem może okazać się bardzo silne. Dlatego w pewnych okresach sztuka utrzymania wspomnianej równowagi będzie bardzo trudna, dla niektórych wprost niemożliwa, do zachowania.



 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

www.sklep.npr.pl

 Warto karmic piersia

 Zeszyt

 Sztuka popor

 Nowa Sztuka NPR

Nowa karta - pobierz

 Karta obserwacji

Nasze propozycje

 Dobra nowina
© 2017 Naturalne planowanie rodziny :: Joomla! jest Wolnym Oprogramowaniem wydanym na licencji GNU/GPL.