Twórcza wstrzemięźliwość PDF Drukuj Email

Po co pisać o twórczej wstrzemięźliwości? Zauważyliśmy - a potwierdzają to także doświadczenia innych małżeństw - że większości z nas bardzo trudno jest praktykować powściągliwość seksualną. Pragnęlibyśmy zatem podzielić się przemyśleniami i pomysłami na temat przekształcenia powstrzymania się od współżycia w drugiej fazie z przeszkody nie do pokonania w coś pozytywnego, może nawet radosnego.

Praktykując naturalne planowanie rodziny i spotykając się małżonkami, zaobserwowaliśmy postawy i działania, które mogą mieć zarówno pozytywne jak i negatywne konsekwencje w praktykowaniu okresowej wstrzemięźliwości. Rozważmy zatem cztery najważniejsze kwestie:

- postanowienie

- duchowość małżeńska

- kontakt fizyczny

- uczucia

Postanowienie

Dla wielu ludzi postanowienie jest jednym z kluczy do pomyślnego praktykowania twórczej wstrzemięźliwości. Wydaje się, że jest to podobne do rzucania palenia: będziemy mieć problemy dopóty, dopóki nie poweźmiemy mocnego postanowienia. Prawdziwe postanowienie oznacza, że nie angażujemy się w pieszczoty, w czasie których możemy stracić nad sobą kontrolę; że unikamy się pobudzających lektur, filmów i programów telewizyjnych - i to nie tylko w okresie płodności. Bóg pragnie, byśmy zachowali czystość małżeńską i jest gotowy pomóc nam w tym: Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskażę sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać (1 Kor, 10,13). Czystość małżeńska jednak musi być również waszym pragnieniem - a to wymaga prawdziwego zobowiązania.

Cóż to jest zobowiązanie? Opiera się ono na głębokim przekonaniu, że to, co robicie, jest właściwe i że wytrwacie w swoim postanowieniu niezależnie od wszystkiego. My sami odkryliśmy, że kiedy tak właśnie spojrzeliśmy na problem czystości małżeńskiej, odstąpiliśmy od większości zachowań, które przedtem były źródłem kłopotów. Wspólne pragnienie przetrwania trudności okresowej wstrzemięźliwości - niezależnie od wszystkiego - szybko zmieniło ten czas z czegoś bolesnego, a czasem przepełnionego poczuciem winy, w coś co niemal radosnego! Nasza powściągliwość stała się naszym wzajemnym darem z siebie - tym cenniejszym, że obydwoje wiedzieliśmy, jak trudno nam było go ofiarować.

Bóg i my

Kiedy już powzięliśmy postanowienie, jesteśmy na dobrej drodze. Przyjrzyjmy się zatem jeszcze innym czynnikom, które będą miały wpływ na nasz związek.

Zatem podjęliśmy decyzję praktykowania naturalnego planowania rodziny: prowadzimy obserwacje i wypełniamy karty tak, jak się nauczyliśmy - i oto przychodzi czas okresowej wstrzemięźliwości. Naraz wszystko przestaje być takie proste. Zdawaliśmy sobie sprawę, że powstrzymanie się od współżycia podczas drugiej fazy nie będzie łatwe - ale nie przypuszczaliśmy, że to będzie aż takie trudne.

Wiele bodźców wpływa na nasze odczucia w tym czasie. Przede wszystkim wydaje się, że w ludzkiej naturze leży pragnienie posiadania tego, czego akurat nie można mieć. Po drugie (to nie mniej ważne), jesteśmy nieustannie bombardowani przez telewizję, radio i inne media, które krzykliwie wmawiają nam, że tym, czego najbardziej potrzebujemy w życiu, jest seks. Jednak kiedy nadchodzą trudne chwile (lub dni), pomoże nam wciąż odnawiana świadomość, że jeśli żyjemy według Bożego zamysłu, praktykując odpowiedzialne rodzicielstwo zamiast antykoncepcji, to Bóg wesprze nas we wszystkich problemach, jakie nas spotkają. Musimy Go tylko prosić o tę pomoc. Nie znaczy to wcale, że On odsunie od nas wszelkie pokusy i wszystkie chwile bólu i cierpienia - da nam jednak siłę, której potrzebujemy, aby wytrwać. Małżeństwo to nie tylko dwoje ludzi żyjących ze sobą - to mąż, żona i Bóg, więc aby wytrwać w czystości, musimy rozwinąć silną więź między sobą samymi, jak również więź z Bogiem - a ta nie może się ograniczać jedynie do sporadycznych próśb o pomoc, kiedy jesteśmy w potrzebie. Musimy się modlić - i to modlić się nieustannie. Chociaż obydwoje przywykliśmy do spędzania czasu na osobistej modlitwie, to bodajże jedynym momentem, kiedy modliliśmy się razem, był czas spędzany w kościele. W którymś momencie zrozumieliśmy, że ponieważ nie modlimy się wspólnie - jako mąż i żona, pozbawiamy się wielkich darów Boga.

Chcąc zrozumieć znaczenie wspólnej modlitwy, zastanówmy się nad tym, jak zostaliśmy stworzeni: Rzekł Bóg: �Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam� (Rdz 1, 26); nieco dalej powiedziane jest: Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to wypełnił ciałem... Mężczyzna wykrzyknął: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swoją żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2, 23-24).

Kiedy czytamy, że Bóg, aby stworzyć Ewę, wziął tylko część ciała Adama, oznacza to także, że wziął On część z jego duchowej istoty. Rzeczywiście, czyż nie doświadczamy, że mężczyzna i kobieta są inni nie tylko pod względem fizycznym? A czy różnice duchowe pomiędzy nimi nie sprawiają, że uzupełniają się oni tak samo jak na płaszczyźnie fizycznej?

Tak odkryliśmy coś, co szczególnie nas poruszyło: w Liście do Efezjan święty Paweł tłumaczy nam, jak Jezus kocha swój Kościół i poleca: mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało; kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje (Ef 5,28). Wyjaśniwszy, że powinniśmy żywić nasze ciała i troszczyć się o nie, tak jak Chrystus troszczy się o Kościół, Paweł cytuje Księgę Rodzaju: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem.

Fragment ten w Księdze Rodzaju zdaje się oznaczać przede wszystkim fizyczne zjednoczenie w jedno ciało. Jednak w kontekście rozważań świętego Pawła dotyczy czegoś więcej - znaczy on, że między mężem a żoną jest więź duchowa.

Bóg, łącząc dwa różne, ale uzupełniające się ciała, obdarował nas możliwością prokreacji. Czy duchowe zjednoczenie męża i żony - wspólna modlitwa - nie może być płodna i twórcza również na sposób duchowy? Jesteśmy przekonani, że odpowiedź brzmi - tak.

Zdaliśmy sobie więc sprawę, że praktykując okresową wstrzemięźliwość, jesteśmy w naturalny sposób bardziej świadomi duchowego wymiaru naszego życia. Odkryliśmy, że kiedy modlimy się razem, rano i wieczorem, nasze życie dobrze się układa, idzie gładko. I odwrotnie, kiedy lekceważymy nasze życie duchowe, mamy poważne problemy z wytrwaniem w okresowej wstrzemięźliwości.

Kiedy jako para małżeńska duchowo łączymy się w modlitwie, doświadczamy duchowego spełnienia, które na swój sposób jest równie satysfakcjonujące jak fizyczne zespolenie męża i żony. To właśnie jest dar, łaska sakramentu małżeństwa. Kiedy przyjmujemy ten dar, odnajdujemy nowy dynamiczny i fascynujący aspekt naszego wspólnego życia i życia z Bogiem.

Bliskość fizyczna

Poświęćmy teraz nieco uwagi bliskości fizycznej. Na pierwszy rzut oka wydaje się to proste - nie podejmujemy zbliżeń w okresie płodności. Jednak tym, którzy sądzą, że chodzi tu po prostu o unikanie siebie w tym czasie, zdecydowanie to odradzamy. Największy problem znów leży nie tyle w naszej ludzkiej naturze, ale w potocznym pojmowaniu sfery płciowości i oczekiwaniach z nią związanych.

Powszechne rozumienie kontaktu fizycznego jest takie: dotykanie służy podnieceniu, każda pieszczota prowadzi do stosunku, lub przynajmniej do orgazmu. Taki pogląd z pewnością będzie nam nastręczał wiele kłopotów i poważnie utrudnia praktykowanie okresowej wstrzemięźliwości.

Kontakt fizyczny jest konieczny dla szczęścia i dla przetrwania. Ludzie potrzebują bliskości tych, na którym im zależy. Ale bliskość fizyczna nie musi od razu prowadzić do aktu seksualnego. Faza płodności to dobry czas na staromodne trzymanie się za ręce, masaż pleców czy po prostu czułe uściski. Kiedy nauczymy się, że pieszczota czy pocałunek mogą znaczyć po prostu: "kocham cię", a nie zawsze: "chcę się z tobą kochać", będzie to sygnał, że jesteśmy już bliscy zrozumienia, jak przeżywać okresy wstrzemięźliwości i jak je twórczo wykorzystywać. Świadomość, że nie każdy pocałunek będzie miał swój finał w sypialni, może naprawdę uwalniać od wielu napięć.

Zazwyczaj musi upłynąć nieco czasu, zanim do tego dojdziemy. Jeśli któreś z nas jest przekonane, że wszystkie pocałunki i pieszczoty są zaproszeniem do stosunku, to praca nad tym, aby zmienić swój model zachowania się i nie dać się ponieść namiętności, może trochę potrwać. zapewne na początku wszystko będzie się wydawało trudne, ale nie wolno się poddawać. Jeżeli będziemy się razem modlić o pomyślne rozwiązywanie wszystkich problemów, to w końcu odniesiemy sukces.

Jeśli mieliśmy to szczęście cieszyć się narzeczeństwem przeżytym w czystości, to być może ponownie odkryjemy radość ze spędzania czasu w swoich ramionach bez oczekiwania na orgazm. Jeśli nie mieliśmy tego szczęścia, prawdopodobnie spodoba się nam ta nauka bycia najlepszymi przyjaciółmi i kochankami.

Relacje małżeńskie

Kiedy małżeństwo przeżywa kryzys, objawia się on między innymi trudnościami we wzajemnej komunikacji. Dotyczy to zresztą nie tylko sytuacji krytycznych - wystarczy zastanowić się, ile czasu poświęcamy w tygodniu na rozmowę o naszych wzajemnych odczuciach i przeżyciach. Praktykowanie naturalnego planowania rodziny może również służyć pogłębieniu i umocnieniu relacji pomiędzy mężem i żoną.

Wyobraźmy sobie przeciętne małżeństwo stosujące środki antykoncepcyjne. Jak to w życiu bywa, obydwoje są zajęci pracą, zakupami, dziećmi i innymi sprawami. Późny wieczór to przeważnie jedyny spokojny czas, więc jeśli nie są zbyt zmęczeni i pragną być ze sobą, dochodzi do stosunku, po czym oboje zasypiają i na tym się kończy. Wszyscy znamy małżeństwa (a może i nasze relacje wyglądają podobnie), w których życiu cała wzajemna komunikacja sprowadza się do takich właśnie sporadycznych lub częstszych kontaktów. Wraz z upływem czasu każde z małżonków zmienia się i kiedy nagle pojawia się kryzys, zauważamy, że zmieniliśmy się tak bardzo i do tego stopnia straciliśmy prawdziwy kontakt ze sobą, że czujemy się zagubieni, zakłopotani i oszukani, kiedy stwierdzamy, że nasz małżonek nie jest już taki sam, jak kiedyś i z przerażeniem zauważamy, że oprócz wspólnych obowiązków i łóżka nic głębszego nas nie łączy.

Praktykowanie odpowiedzialnego rodzicielstwa demaskuje tego rodzaju sytuacje. Jeśli współżycie jest dla nas podstawowym sposobem porozumiewania się, to kiedy przychodzi okres wstrzemięźliwości, stwierdzamy, że w tym czasie po prostu nie potrafimy ze sobą rozmawiać na tematy inne niż codzienne kłopoty i sprawy do załatwienia.

Sami odczuliśmy to na własnej skórze i rzeczywiście jest to przygnębiające. Wydawało nam się, że to naturalne planowanie rodziny, wymagając powstrzymania się od współżycia, popsuło nasze wzajemne relacje i przyczyniło się do wzrostu napięcia. Jak to możliwe? Przecież obydwoje naprawdę wierzyliśmy, że NPR jest dokładnie tym, czego Bóg chciał dla naszego związku, więc taki styl życia powinien nam pomóc, a nie zaszkodzić. Zastanawialiśmy się, co przeoczyliśmy. Zaczęliśmy się więc razem modlić - przecież Bóg zna wszystkie odpowiedzi.

Powoli zaczęliśmy akceptować to, że czas zbliżeń będzie powracał cyklicznie co miesiąc. Bóg uczynił pory roku, godziny dnia i nocy - cykle są więc w naturze czymś normalnym. Poza tym dotarło do nas, że nasz związek opiera się na relacjach duchowych i uczuciowych. Czy nie byłoby dobrze koncentrować się właśnie na nich, gdy rezygnujemy ze współżycia?

Spróbowaliśmy i sprawdziło się! Stwierdziliśmy, że zamiast cierpieć w milczeniu, zamiast czuć się niezrozumianymi, niekochanymi, pokrzywdzonymi i zamiast użalać się nad sobą, bo wszystko układa się kiepsko, coraz więcej rozmawialiśmy i poznawaliśmy się nawzajem coraz lepiej. Właściwie po kilku miesiącach zaczęliśmy zauważać, że powrócił ów dawny dreszczyk - uczucie znane nam z okresu narzeczeństwa. Zaczęliśmy się znów w sobie zakochiwać.

Jeśli będziecie rozmawiać o tym, jak się czujecie podczas drugiej fazy (i nie tylko wtedy), nawet jeśli będą to uczucia negatywne, zauważycie, że na nowo stajecie się sobie bardzo bliscy (prosimy tylko: zaczynajcie zdania od: "Czuję się...", a nie od: "Powinieneś..."). Wtedy poczujecie się naprawdę szczęśliwi, a czy nie to właśnie obiecywano wam na początku zajęć z naturalnego planowania rodziny?

 

John i Sheila Kipley
(Tłumaczenie Ewa Rychter)

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

www.sklep.npr.pl

 Zeszyt

 Sztuka popor

 Nowa Sztuka NPR

 Warto karmic piersia

Nowa karta - pobierz

 Karta obserwacji

Nasze propozycje

 Dobra nowina
© 2017 Naturalne planowanie rodziny :: Joomla! jest Wolnym Oprogramowaniem wydanym na licencji GNU/GPL.