W sidłach hormonoterapii PDF Drukuj Email

Ekscentryczność współczesnej cywilizacji ujawnia się w reklamie, która nie zna granic i gubi poczucie zdrowego rozsądku. Wystarczy przyjrzeć się hasłom, wypisanym na ogromnych tablicach atakujących zmysł wzroku człowieka. Niektóre - o ironio! - sięgają głębi filozofii, jak na przykład: Bądź sobą - pij Coca-Colę, albo Myślę, więc... jem (u McDonalds'a). Inne hasła łączą atrakcyjną zachętę do palenia papierosów z brutalnym ostrzeżeniem o grożącym raku. W haśle: Bądź za wyborem! pomija się końcówkę. Zamysł jest jasny: chodzi o samo dokonywanie wyboru jako wartości nie dającej się pomniejszyć o zło, jakie staje się przedmiotem wyboru (aborcja). Hasłem, które robi zawrotną karierę w środowisku medycznym, jest NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA. Pod takim szyldem figuruje HORMONALNA TERAPIA ZASTĘPCZA, stosowana masowo u kobiet w związku z menopauzą, czyli zakończeniem okresu rozrodczego.

Długofalowe stosowanie hormonów nie ma oczywiście na celu przedłużenia zdolności rodzenia do późnej starości; tutaj osiąga się pozorowane miesiączkowanie dla zachowania komfortu psychicznego. Stopniowo dopisano jeszcze wiele korzystnych oddziaływań, jak np. w ochronie przed osteoporozą. Sęk w tym, że perspektywa uniknięcia osteoporozy zagłuszyła zalecenia normalnej profilaktyki z pominięciem ubocznych skutków długotrwałego stosowania hormonów, grożących zdrowiu na dalsza metę.

Aby wdrożyć system stosowania hormonalnej terapii zastępczej u kobiet zbliżających się do menopauzy, trzeba było zmienić definicję klimakterium, zwanego niefortunnie przekwitaniem. Greckie słowo klimakter oznacza szczebel drabiny. Od tego słowa pochodzi określenie fazy życia związanej z zakończeniem okresu rozrodczego. Klimakterium jest spowodowane fizjologicznym procesem starzenia się jajników. Proces ten rozpoczyna się po 40. roku życia i kończy około roku 60. Wyraźnym objawem, będącym jakby punktem zwrotnym, jest zanik cykliczności z widocznym następstwem w postaci niewystępowania miesiączek. Menopauza oznacza zakończenie miesiączkowania.

Wybiórcze starzenie się jajników i związany z tym zanik funkcji rozrodczej nie oznacza jednak jakiegoś nagłego nasilenia starzenia się całego organizmu. Po okresie przejściowym stabilizuje się nowa faza życia, w której kobieta normalnie zachowuje pełnię sił oraz sprawności fizycznej i umysłowej. Częstsze występowanie niektórych chorób u starszych kobiet wieże się z wieloma czynnikami, dającymi się określić syntetycznie jako STYL ŻYCIA. Należałoby zatem przeciwstawić się przesadom krążącym wokół okresu zaniku miesiączkowania. Trzeba więc uświadomić sobie, że:

1. Nawet silnie wyrażone objawy klimakteryczne (objawy naczynioruchowe, czyli tzw. wary i uderzenia krwi do głowy, labilność emocjonalna wyrażająca się zmiennością nastroju itp.) nie powodują powstania raka;

2. Zaburzenia emocjonalne, połączone z drażliwością, osłabieniem pamięci i skłonnością do przelotnych stanów depresji nie stanowią choroby psychicznej ani do niej nie prowadza;

3. Klimakterium, jak powiedziano, nie jest objawem gwałtownego starzenia się organizmu, lecz progiem ustania czynności rozrodczych w związku ze starzeniem się jajników;

4. Zakończenie okresu rozrodczego nie wyzwala u kobiety jakiejś aktywności kompensacyjnej, natomiast otwiera perspektywę angażowania się - wolnego od ewentualnych niespodzianek - w różne dzieła związane z wykształceniem i uprawianym zawodem;

5. Zakończenie miesiączkowania nie stanowi katastrofy życiowej, ponieważ miesiączka jest tylko końcową fazą cyklu, a nie procesem oczyszczającym czy odtruwającym organizm.

Entuzjazm wielu lekarzy, wzmacniany propagandą firm farmaceutycznych, przybiera takie rozmiary, że mówią o NOWEJ ERZE HORMONOTERAPII OKRESU PRZEKWITANIA. Odejście od natury skłania do zmiany definicji okresu menopauzalnego, zwanego tu uporczywie przekwitaniem. W "nowoczesnym" ujęciu jest to zespół wielu następujących po sobie zmian o podłożu endokrynologicznym i psychicznym, prowadzących do znacznego upośledzenia funkcji organizmu kobiecego. A przecież definicja, określająca okres klimakterium jako zjawisko fizjologiczne, nie kwestionuje występowania u części kobiet pewnych zakłóceń i dolegliwości, wymagających w niektórych przypadkach stosowania różnych leków, w tym także hormonalnych. Ale takie stanowisko ma pójść do lamusa. Tu rodzi się NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA.

W ujęciu entuzjastów hormonalnej terapii zastępczej czas jej rozpoczęcia dotyczy potencjalnie wszystkich kobiet w określonym wieku. Obecnie przyjmuje się, że leczenie substytucyjne należy rozważyć już po ukończeniu 35. roku życia. Polega ono na podawaniu progesteronu w II fazie cyklu lub na stosowaniu hormonalnych preparatów antykoncepcyjnych w celu "regulacji nieregularnych krwawień miesiączkowych". Postępowanie takie umożliwia swobodną zmianę preparatu antykoncepcyjnego na standardowe leki wykorzystywane w hormonalnej terapii zastępczej. Lekarze skłonni są stosować te środki - oczywiście za zgodą kobiety - do późnej starości, nie wyznaczając ścisłej granicy wieku. W ich opinii utrzymywanie miesiączkowania do 60. roku życia staje się zjawiskiem coraz powszechniejszym i coraz bardziej akceptowanym przez kobiety.

Przed środowiskiem lekarskim, respektującym zasady prokreacji ekologicznej, nieskłonnym do negowania wzorców naturalnych i wprowadzania w to miejsce modeli własnych, staje nowe wyzwanie, któremu trzeba sprostać. Przypominają mi się lata sześćdziesiąte, kiedy to zaczęły robić oszałamiającą karierę gestageny. Jeden z profesorów ginekologii ukazał wówczas swą wizję przyszłości, przewidując możliwość wysterowania cykli kobiecych na całym globie ziemskim. Można by doprowadzić do tego, że miesiączkowanie przypadałoby w tym samym terminie u wszystkich zainteresowanych kobiet na świecie. Dzięki temu można by odpowiednio programować olimpiady, konkursy i różnego rodzaju zawody, uwzględniając optymalną kondycję kobiet. Ów utopijny pomysł odżył ponownie i wplata się w NOWĄ JAKOŚĆ ŻYCIA.

Tymczasem jednak trudno się uwolnić od wielu wątpliwości. Menopauza oznacza zakończenie okresu rozrodczego. Czy jest to równoznaczne z ubezpłodnieniem kobiety? Ową równoznaczność narzucałby redukcjonizm w pojmowaniu i przeżywaniu seksualności. Płodność jest właściwością natury ludzkiej, stanowi integralny element seksualności. Wyraża się aktywnością, skłaniającą do wychodzenia z własnej izolacji, uzdalniającą do bycia darem i przyjęcia daru z siebie drugiej osoby. Na sposób przeżywania okresu okołomenopauzalnego (myślę, że należałoby wreszcie rozstać się z tym "przekwitaniem") rzutuje cała historia życia kobiety, a zwłaszcza rodzaj wychowania i samowychowania w sferze płci. Nie sposób pominąć stylu życia, który - jak wykazują badania -kształtuje zdrowie człowieka w 50%. Ubezpładnianie się, przy użyciu różnych środków antykoncepcyjnych, dla ograniczenia potomstwa nieuchronnie ubezpładnia całą osobę, również w funkcji więziotwórczej. Pomijając funkcję biologicznego rytmu płodności i niepłodności, wpisanego w kobiecy cykl i odnoszącego się do dwojga osób, tworzących związek trwały i wyłączny, omawiany tu program "nowej jakości życia" osadzony jest na mieliźnie. Metodyczne stosowanie antykoncepcji nie pozwala, jak widać, wyeliminować lęku przed "niechcianą ciążą", stąd dążenie do objęcia hormonalnym ubezpładnianiem wszystkich kobiet po 35. roku życia. A co z podświadomym poczuciem winy za odrzucenie płodności jako daru natury? Na takim "chorym" podłożu chce się zbudować "zdrową" jakość życia. Utopia.

Dolegliwości i niedomagania związane z okresem okołomenopauzalnym powstają na podłożu uwarunkowań konstytucji genetycznej oraz oddziaływań wielu czynników przyczynowych. Stąd rozległa przestrzeń dla profilaktyki oraz zastosowania różnych zaleceń, jak na przykład odpowiednia dieta, suplementacja witaminowa (ważna w zagrożeniu osteoporozą), wzmożona i systematyczna aktywność fizyczna itp.

Przy tak masowym i długofalowym stosowaniu hormonów nie da się pominąć faktu, że pod wpływem gestagenów zawartych w pigułce, wzrasta aktywność mitotyczna w nabłonku sutka. Stąd rozkwit placówek nastawionych na wczesne wykrywanie raka piersi. Wykazano, że estrogeny syntetyczne zwiększają ryzyko wystąpienia czerniaka złośliwego. Ryzyko wystąpienia zmian zakrzepowo-zatorowych u kobiet stosujących doustne środki hormonalne trzeciej generacji wcale się nie zmniejszyło w porównaniu ze środkami drugiej generacji.

W trakcie realizacji programu "nowej jakości życia" w takim kształcie już wzrasta klientela w gabinetach psychologów, psychoterapeutów, ortopedów, a także endokrynologów i ginekologów, stojących na gruncie medycyny ekologicznej. Onkologia osłania się wczesną diagnostyką. Może trzeba dopiero zaczekać na ukazanie się bardziej głośnych skutków, aby nastąpił nawrót do zdrowej profilaktyki, w której właściwe miejsce znajdzie wychowanie i samowychowanie obydwu płci do INTEGRACJI SEKSUALNEJ. Wówczas to ukaże się należna pozycja naturalnego planowania rodziny, wbudowana w szerszy program PROKREACJI EKOLOGICZNEJ.

Historycy nie podają, w jakich okolicznościach pojawiła się sentencja Marka Aureliusza, zapisana w Rozmyślaniach (V, 9), możemy więc powiązać ją z omawianą tematyką: Żadne inne położenie życiowe nie jest tak korzystne dla okazania zamiłowania do mądrości, jak to właśnie, w którym się teraz znajdujesz.

Włodzimierz Fijałkowski
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

www.sklep.npr.pl

 Zeszyt

 Sztuka popor

 Nowa Sztuka NPR

 Warto karmic piersia

Nowa karta - pobierz

 Karta obserwacji

Nasze propozycje

 Dobra nowina
© 2017 Naturalne planowanie rodziny :: Joomla! jest Wolnym Oprogramowaniem wydanym na licencji GNU/GPL.