List pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę
Świętej Rodziny 28 XII 2008
Siostry i Bracia! Umiłowani w
Chrystusie Panu!
Radość wielka, która z okazji Bożego
Narodzenia staje się udziałem całego ludu, to radość z
narodzenia Dziecka. Radość tę wypowiedział Symeon, który „wziął
Dzieciątko Jezus w objęcia, błogosławił Boga” i wypowiedział
proroctwo wobec Izraela, a także do „Matki Jego, Maryi.” Radość
tę wypowiedziała prorokini Anna, która „sławiła Boga i mówiła
o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy” (por. Łk
2, 22-40). Niestety, nie wszyscy dostrzegają w Nim nadzieję dla
świata. Herod widzi w tym Dziecku zagrożenie i poleca mordować
dzieci. Ponieważ i dzisiaj narasta agresja wobec rodziny i życia
ludzkiego, pragniemy umocnić rodziny w pełnieniu ich powołania, a
równocześnie prosić wszystkich, aby bardziej zdecydowanie
troszczyli się o życie każdego człowieka.
Rodzino płodna w dzieci, bądź błogosławiona!
Najpierw serdecznie, z szacunkiem i
wdzięcznością pozdrawiamy wszystkie katolickie rodziny. Niech Bóg
błogosławi matkom i ojcom, którzy zjednoczeni we wzajemnej i
nierozerwalnej miłości wychowują swoje dzieci, traktując to jako
życiowe powołanie. Jesteście piękni w Waszej Miłości. Jesteście
wielcy w waszym poświęceniu. Cenne jest Wasze świadectwo, że
dojrzała Miłość i rodzicielstwo idą razem. Wasze dzieci są nie
tylko waszymi „skarbami”. One naprawdę są nadzieją Kościoła
i świata. One patrząc na Was i na Waszych przyjaciół, chłoną
świat Waszych wartości. Jakąż radością i nadzieją napełniają
się nasze serca, gdy patrzymy jak dzieci kochają dzieci. O stosunku
do życia w następnych pokoleniach zadecydują dzieci wychowane w
rodzinach otwartych na życie! Uściskajcie je od nas, gdy wrócicie
do domu.
Ze szczególnym szacunkiem pozdrawiamy rodziny
wielodzietne. Ostatnio lansuje się dziwne przekonanie, że rodzina z
trójką dzieci to już rodzina „wielodzietna”. Dzięki Bogu są
też w Polsce naprawdę wielodzietne rodziny, które zgodnie ze
wskazaniami Soboru Watykańskiego II potrafią zarazem roztropnie i
wielkodusznie planować większą liczbę dzieci. Ta wielkoduszność
zasługuje na szczególną wdzięczność Narodu, bo bez niej nie
miałby przyszłości. W tym miejscu ciśnie się bardzo poważne
pytanie: Czy państwo daje należyty wyraz tej wdzięczności?
Niech
Bóg błogosławi matkom i ojcom, którzy wspólnie oczekują
narodzin dziecka. Ten czas oczekiwania niech służy pogłębieniu
Waszej jedności małżeńskiej. Niezastąpione są chwile, które
małżonkowie spędzają razem; chwile pełne rozmów i wzruszeń nad
misterium życia. Zadbajcie, aby dziecko rozwijające się pod sercem
matki narodziło się też w sercu ojca. Trzeba przecież, aby żona
nie była samotna ani w oczekiwaniu na dziecko, ani w rodzeniu, ani w
wychowywaniu dzieci.
Rodzice dojrzali do rodzicielstwa rozumieją,
że naprawdę urodzić, to nie tylko dać życie, ale także zapewnić
dzieciom utrzymanie oraz wprowadzić je w świat wiary i kultury. W
tym kontekście patrzymy z niepokojem na plagę rozwodów. Z całym
naciskiem trzeba bowiem powiedzieć, że ojciec, który przekazuje
dziecku życie a następnie opuszcza rodzinę, nie jest godzien
nazywać się ojcem. Podobnie matka, która odchodzi z dzieckiem do
innego. Żadne spotkania ani prezenty nie zastąpią zwyczajnej,
codziennej obecności w rodzinie. Do pełnego rozwoju dziecko
potrzebuje bowiem obojga rodziców i musi widzieć ich wzajemną
miłość. Inaczej nie nauczy się być w przyszłości mężem czy
żoną i będzie musiało stawić czoła niezawinionym zranieniom
swojej osobowości.
Tylko Bóg jest Panem życia
Jest w Polsce bardzo wiele małżeństw,
które z niewypowiedzianą tęsknotą oczekują od lat na dziecko i
proszą o nie Boga, jak o największy dar. Pamiętamy o Was w
modlitwie. Zachowajcie pogodę ducha. Darzcie siebie jeszcze tkliwszą
miłością. Chrońcie Wasze serca przed rozgoryczeniem i pretensjami
do Boga. Nie traćcie nadziei. Wiele rodzin, które jeszcze niedawno
były w Waszej sytuacji, dzisiaj już cieszą się dziećmi.
Trzeba
powiedzieć, że również Wasze oczekiwanie ma sens. Ono jest nie
tylko ogromnie potrzebnym, ale też niepodważalnym świadectwem. Ze
słowami można bowiem się spierać. Któż jednak odważy się
zakwestionować Wasze życie szarpane tęsknotą za dzieckiem i jej
niemalże podporządkowane. Chociażby czytając Wasze wypowiedzi na
forach internetowych można się przekonać, że Bóg tak głęboko
zapisał w sercu człowieka powołanie do macierzyństwa i do
ojcostwa, że bez dzieci małżeństwo nie potrafi być w pełni
szczęśliwe.
Wyczekujący narodzin dziecka często doświadczają
dramatu poronienia samoistnego. Każdego roku dotyka on w Polsce
około 40 tysięcy rodzin. Zważywszy, że powodowany nim ból dotyka
również rodziców i teściów, każdego roku cierpi w Polsce z tego
powodu około 250 tysięcy osób. Usilnie prosimy w ich imieniu
lekarzy i administrację szpitali, aby zechcieli uszanować ich
ludzkie i rodzicielskie uczucia. Tym bardziej, że poronienie
samoistne często dotyka młode małżeństwa, które leczyły się,
modliły i z niepokojem oczekiwały szczęśliwej chwili porodu. W
takich wypadkach stajemy więc nie wobec „jednostki chorobowej”,
ale wobec rodziców, dziadków a często też wobec młodszego
rodzeństwa, którzy boleśnie przeżywają śmierć oczekiwanego i
już kochanego przez nich dziecka, które ma prawo do szacunku i
godnego traktowania. Natomiast ich niezbywalnym prawem jest pożegnać,
opłakiwać i pochować to dziecko. To są światowe standardy.
Dziecko należy do rodziny! Rodzina ma prawo do pomocy duszpasterzy w
zorganizowaniu godnego pochówku, a także życzliwego przyjęcia jej
prośby o wydanie ciała dziecka przez odpowiednie władze szpitalne.
Apelujemy o ludzką wyobraźnię.
Niestety, nikt nie może
zagwarantować, że każde z oczekujących małżeństw będzie miało
szczęście rodzić dzieci. Rozumiemy targające wami myśli i
emocje. W imię odpowiedzialności za prawdę musimy jednak
powiedzieć, że w żadnym wypadku nie jest moralnie dozwolone
uciekać się do zapłodnienia „in vitro”. Bóg i tylko Bóg jest
Panem życia. Dzieci są Jego darem, a nie jednym z dóbr
konsumpcyjnych. Nie istnieje „prawo do dziecka”. Nie jest to
opinia – jak czasami usiłuje się sugerować – Episkopatu
Polski, ale zwyczajne nauczanie Kościoła Katolickiego, dawno już
wyłożone w oficjalnych dokumentach.
Adopcja i rodzinne domy dziecka
Nieprzeniknione są [Boże] drogi, ale
zawsze pełne miłości. W wielu wypadkach bezdzietność pozostaje
tajemnicą, którą być może zrozumiemy dopiero po drugiej stronie
życia. Zawsze jednak warto rozeznać, czy Bóg nie powołuje nas w
ten sposób do szczególnej odpowiedzialności za dzieci już
urodzone, które z różnych powodów nie mogą wychowywać się w
swoich rodzinach naturalnych. Czy nie wzywa do szczytnej
odpowiedzialności poprzez adopcję, rodzicielstwo zastępcze czy też
prowadzenie z całym oddaniem rodzinnego domu dziecka. Nie bójmy się
adoptować dzieci. Nie bójmy się rodzicielstwa zastępczego. A może
drodzy Rodzice czujecie powołanie, by założyć rodzinny dom
dziecka? To musi być powołanie, a nie tylko praca zawodowa.
Trudności będą jak w każdej rodzinie, ale satysfakcja i radość
może nawet większa. Sieroctwo społeczne to bardzo wyniszczająca
sytuacja. Pozwólcie dzieciom poznać ciepło rodzinnego domu.
Wprawdzie ktoś inny urodził ich ciało, ale wy możecie „rodzić
ich serce” i walczyć o kształt ich człowieczeństwa. Tutaj w
szczególny sposób brzmią Chrystusowe słowa: "A kto by jedno
takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje". Całym
sercem błogosławimy Wam Rodzice, którzy w taki sposób służycie
dzieciom. Rozumiemy Wasze oczekiwanie na dostosowanie prawa polskiego
tak, aby matka adoptująca niemowlę mogła od razu otrzymać urlop
macierzyński. Niepokoją nas sygnały o zbyt zbiurokratyzowanym
podejściu pracowników socjalnych. Niepokoi nas opieszałość sądów
przy wydawaniu zgody na adopcję. Życzymy Wam wiele ludzkiej
życzliwości i zrozumienia ze strony wszystkich, że tutaj chodzi
nie o „problem”, ale o żywe dzieci, dla których ludzkiego
rozwoju miłość i ciepło rodzinnego domu mają zasadnicze
znaczenie.
„Przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”
Siostry i Bracia! Nasze pełne ciepła,
szacunku i wdzięczności słowa biorą się stąd, że zarówno
jakość życia poszczególnych osób, jak i przyszłość świata
zależą od rodziny. Od najdawniejszych czasów było to oczywiste
dla wszystkich ludów na wszystkich kontynentach. Historia kultury
ludzkiej dostarcza na to niezliczonych świadectw.
Dzisiaj –
niech Bóg nam będzie miłosierny – ataki na małżeństwo i
rodzinę stają się z każdym dniem coraz silniejsze i coraz
bardziej radykalne, zarówno na płaszczyźnie ideologicznej, jak i w
sferze prawodawstwa. Stolica Apostolska – zawsze wyważona w
słowach – ubolewa, że „nigdy do tego stopnia, co dzisiaj,
naturalna instytucja małżeństwa i rodziny nie była ofiarą tak
gwałtownych ataków”.
Oto zaprzecza się najbardziej oczywistym
faktom. Wypacza się i ośmiesza najbardziej ewidentne
rzeczywistości. W czasie poważnych kongresów światowych usiłuje
się przedefiniować podstawowe pojęcia związane z płcią,
małżeństwem i życiem. W ramach propagowanej rewolucji obyczajowej
głosi się, że bycie pod względem płci kobietą bądź mężczyzną
to jedynie wynik ograniczeń kulturowych, z których „nowoczesne”
społeczeństwo musi się wyzwolić. Próbuje się nazywać
małżeństwem związki dwóch osób tej samej płci. Nagłaśnia się
i idealizuje mniejszości seksualne. Takie pary domagają się tych
samych praw, jakie są zarezerwowane dla męża i żony. Nawet
„prawa” adoptowania dzieci. Mówi się o tym w kategoriach „praw
człowieka” i „wolności”. To wszystko niszczy człowieka i
urąga jego godności. Gdy na początku XX wieku zgubna ideologia
komunistyczna zaczynała docierać do Polski, wielu przestrzegało
przed niebezpieczeństwem błędnego myślenia o człowieku.
Zlekceważono ich albo poddano zaciekłym prześladowaniom. I
oglądaliśmy na własne oczy, jak tenże błąd antropologiczny
doprowadził do upadku całego systemu. Dzisiaj nurty
post-oświeceniowe popełniają ten sam błąd w myśleniu o
człowieku. Stolica Apostolska ostrzega, że może to doprowadzić do
cywilizacji post-ludzkiej. Czy zechcemy wyciągnąć z tego wnioski?
Na ratunek człowiekowi
Wzywamy zatem wszystkich ludzi dobrej
woli. Musimy ratować człowieka. Liczymy na pomoc dziennikarzy. Jest
pośród Was wielu prawdziwych humanistów. Nie raz pokazaliście,
ile dobra potraficie wzniecić w świecie i z jakim profesjonalizmem
służyć wielkim sprawom.
Odważcie się zatem z prawdziwą
wolnością szukać prawdy i służyć prawdzie o człowieku. Po co
negować, że człowiek jest powołany i zdolny do miłości, do
ofiary i do budowania prawdziwej i trwałej jedności małżeńskiej
między kobietą i mężczyzną? Oczywiście, że to wymagająca
droga, ale właśnie ona prowadzi do szczęścia, którego sami
pragniecie. Czyż wędrowcy, którym chwilowo zabrakło sił, aby się
wspinać na szczyty, muszą dla polepszenia swego samopoczucia
gwałtownie zaprzeczać ich istnieniu? Po co jako ideał ludzkiej
wolności przedstawiać karykaturę człowieka, schlebiając
najniższym instynktom ludzkim? Równocześnie zaś po co stwarzać
wrażenie, że wszelkie słabości i nieprawości, przez które
miłość ludzka bardzo często doznaje sprofanowania, a które Pismo
Święte ukazuje od tysiącleci jako zupełnie sprzeczne z powołaniem
człowieka do świętości, stanowią poszukiwaną przez wielu
wartość? Przecież to nie jest prawda.
Jest też inne pytanie:
czy to normalne, że razem z wolnością wypowiedzi wszedł –
przede wszystkim na antenę radia i telewizji – wulgarny język
ulicy? Czas skończyć z przemocą, brutalnością, mrocznością,
obscenicznością, cynizmem. W imię odpowiedzialności za człowieka
opowiedzcie się bardziej zdecydowanie po stronie dobra i piękna.
Rodzina drogą Kościoła
Wzywamy zatem wszystkich ludzi dobrej
woli do pomagania rodzinie. Liczymy na pomoc dziennikarzy. „O
szczególny wysiłek w tym względzie czuję się zobowiązany prosić
synów i córki Kościoła – pisał Jan Paweł II. Ci, którzy
przez wiarę poznają w pełni wspaniały zamysł Boży, mają
jeszcze jeden powód, ażeby wziąć sobie do serca rzeczywistość
rodziny w naszych czasach, tych czasach próby i łaski. Winni oni
kochać rodzinę w sposób szczególny. Polecenie to jest konkretne i
wymagające. Kochać rodzinę, to znaczy umieć cenić jej wartości
i możliwości i zawsze je popierać. Kochać rodzinę, to znaczy
poznać niebezpieczeństwa i zło, które jej zagraża, aby móc je
pokonać. Kochać rodzinę, to znaczy przyczyniać się do tworzenia
środowiska sprzyjającego jej rozwojowi. Zaś szczególną formą
miłości wobec dzisiejszej rodziny chrześcijańskiej, kuszonej
często zniechęceniem, dręczonej rosnącymi trudnościami, jest
przywrócenie jej zaufania do siebie samej, do własnego bogactwa
natury i łaski, do posłannictwa powierzonego jej przez Boga.
„Trzeba, aby rodziny naszych czasów powstały! Trzeba, aby szły
za Chrystusem!” Do zadań chrześcijan należy także głoszenie z
radością i przekonaniem „dobrej nowiny” o rodzinie —
rodzinie, która odczuwa wielką potrzebę słuchania wciąż od nowa
i rozu-mienia coraz głębiej słów autentycznych, objawiających
jej własną tożsamość, jej wewnętrzne bogactwa, wagę jej
posłannictwa w państwie ludzkim i w Państwie Bożym” (FC 86).
Na koniec prosimy Was bardzo serdecznie: odmawiajcie wspólnie
różaniec w Waszych rodzinach. Przez modlitwę różańcową
złączymy się najściślej z atmosferą Domu w Nazarecie, gdzie
Jezus „rósł i nabierał mocy, napełniając się mądrością, a
łaska Boża spoczywała na Nim” (Łk 2, 40).
Przyjmijcie nasze
Pasterskie błogosławieństwo. Udzielamy go z Jasnej Góry
zwycięstwa, gdzie od wieków zwykli pielgrzymować zakochani,
małżonkowie, rodzice i dzieci, szukając światła i mocy.
Podążajcie ich śladem.
Podpisali Kardynałowie, Arcybiskupi
i Biskupi obecni na 346. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu
Polski
Jasna Góra, 27 listopada 2008 Roku Pańskiego
|