W 26. punkcie
encykliki Humanae vitae papież Paweł VI
sformułował jednoznaczną zachętę: „Wśród owoców,
które dojrzewają, gdy prawo Boże jest gorliwie
przestrzegane, niezwykle cenny jest ten, że sami małżonkowie
często pragną podzielić się z innymi wynikami swoich doświadczeń.
Dzięki temu w szerokich ramach powołania świeckich znajdzie się
nowa i niezwykle doniosła forma apostolatu, w której równi
usługują równym. Wtedy bowiem sami małżonkowie podejmują
zadania apostolskie, względem innych małżonków, pełniąc
rolę ich przewodników. Wśród tylu form
chrześcijańskiego apostolatu ta wydaje się obecnie
najpotrzebniejsza.”
Koncepcja bardziej
aktywnego udziału osób świeckich, w tym szczególnie
małżeństw, w dawaniu świadectwa o życiu chrześcijańskim
została wcześniej bardzo mocno podkreślona przez Sobór
Watykański II, zatem słowa Pawła VI były jedynie jej
przypomnieniem – zresztą w przypisie do tego fragmentu encykliki
znajdujemy odsyłacze do fundamentalnych konstytucji soborowych:
Lumen gentium oraz Gaudium et spes, a także
do dekretu o apostolstwie świeckich. Ojcowie soborowi zauważają w
tych dokumentach, że „ludzie świeccy (...) szczególnie
powołani są do tego, aby czynić obecnym i aktywnym Kościół
w takich miejscach i w takich okolicznościach, w których
jedynie przy ich pomocy stać się on może solą ziemi” (LG, 33),
a także iż rola świeckich w apostołowaniu „między podobnymi
sobie” jest niezastąpiona, gdyż świadectwo słowa uzupełniają
oni przykładem życia. Zwłaszcza chrześcijańskie rodziny –
poprzez „miłość małżonków, ofiarną płodność,
jedność i wierność” – mogą ukazywać żywą obecność
Zbawiciela w świecie.
Znamienne, że Paweł
VI, który w zakończeniu encykliki zwraca się przecież także
do biskupów, kapłanów, ludzi nauki i medycyny oraz do
rządzących, właśnie apostolat rodzin wśród rodzin uznał
za najbardziej potrzebny. Rzeczywiście, trudno przecenić siłę
oddziaływania osobistego przykładu małżeństw żyjących w
zgodzie z nauczaniem Humanae vitae. W
potocznej opinii utarło się bowiem (skądinąd uproszczone)
przekonanie, że kwestie pożycia małżeńskiego leżą poza
kompetencjami księży, a ponadto cała rzesza osób
nieidentyfikujących się z Kościołem lub katolików
kwestionujących jego wskazania w zakresie etyki małżeńskiej
pozostaje poza zasięgiem duszpasterskiego oddziaływania duchownych
i do tych środowisk mogą najłatwiej dotrzeć żyjący w nich na co
dzień chrześcijańscy małżonkowie.
Rozumiał to
znakomicie Karol Wojtyła, kiedy w czerwcu 1970 roku mówił do
doradców rodzinnych: „My, duszpasterze, szukając u was
pomocy, sami raczej chcemy być dla was pomocnikami. Natomiast
inicjatywa, bo i kompetencja, spoczywa przede wszystkim w waszych
rękach”. Biskup krakowski inspirował różne formy
zaangażowania świeckich w duszpasterstwo rodzin; był wśród
tych inicjatyw pomysł stworzenia „Grup Humanae
vitae”, których ideę możemy dziś odnaleźć w Ruchu
Czystych Serc Małżeństw.
Jednym ze
stowarzyszeń, które odpowiedziały na wezwanie Pawła VI i
Jana Pawła II jest założona w 1992 roku Liga Małżeństwo
Małżeństwu – siostrzana organizacja istniejącej od początku
lat siedemdziesiątych amerykańskiej The Couple to Couple League.
LMM zajmuje się promocją i nauczaniem naturalnych metod
rozpoznawania płodności oraz ekologicznego karmienia piersią,
czyni to jednak w szczególny sposób: kursy prowadzą,
dzieląc się wiedzą i życiem, nie pojedynczy instruktorzy, lecz
wyłącznie pary małżeńskie, zaś na spotkania również
zapraszani są obydwoje małżonkowie czy narzeczeni. Doświadczenie
tych spotkań potwierdza, że zaangażowanie męża i żony jest
jednym z fundamentów powodzenia w praktykowaniu naturalnego
rozpoznawania płodności, ponieważ daje obojgu gruntowną wiedzę i
łączy ich w odpowiedzialności otwartej na rodzicielstwo. Jak
istotne jest włączenie w tę odpowiedzialność mężczyzny, zdawał
sobie sprawę kardynał Wojtyła, gdy 1 września 1968 roku, a więc
miesiąc po ogłoszeniu Humanae vitae,
apelował do pielgrzymów zgromadzonych na Jasnej Górze:
„My, mężczyźni, musimy powiedzieć otwarcie: to jest nasza
sprawa. To jest zresztą zgodne z najgłębszą prawdą biologiczną.
Nie może ani mąż, ani młodzieniec kryć się ze swoją męską
odpowiedzialnością poza dziewczynę, poza żonę...”.
Słuszność metody
obranej przez LMM potwierdzają również choćby takie
zwierzenia: …wybrałam świadomie, choć
na razie jest trochę trudno, trzeba całe swoje myślenie
przestawić... Ale jako nawrócony liberał, wiem, że droga:
„bo mi się teraz chce” donikąd nie prowadziła. Kolorowe gazety
obiecują raj rozkoszy, a w rzeczywistości... ehh.... lepiej nie
mówić. Wolę więc tę drogę, choć trudniejsza… Udało
się przekonać męża…. Fajno, bo mój mąż jak się na coś
zdecyduje, to potem już jest konsekwentny.
Poza kursami LMM
prowadzi także popularny serwis internetowy:
www.npr.pl, internetowe forum pomocy, ułatwia kontakt z dobrymi
lekarzami, oferuje Domowy kurs naturalnego planowania rodziny. Co roku także kilka nowych par
małżeńskich kończy kursy dla nauczycieli metod.
Można zużywać energię na spory i
dysputy, podsycać frustrację i wątpliwości; można też – tak
jak chciał tego Paweł VI – pomagać sobie nawzajem iść drogą,
którą proponuje Kościół.
Maciej Tabor
|