O dziedzictwie encykliki "Humane
vitae" mówił 10 maja tego roku Benedykt XVI na Papieskim
Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie.podczas sesji z okazji 40.
rocznicy ukazania się tego dokumentu.
Czcigodni bracia w biskupstwie i
kapłaństwie! Drodzy bracia i siostry!
Ze szczególną
radością spotykam się z wami na zakończenie prac, które
skłoniły was do refleksji nad odwiecznym zagadnieniem, które
zawsze pozostaje aktualne. Zagadnieniem tym jest odpowiedzialność i
szacunek dla początków ludzkiego życia. Szczególnie
serdecznie witam Jego Magnificencję Mons. Rino Fisichellę, rektora
Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego, dzięki któremu odbył
się ów międzynarodowy kongres. Jednocześnie dziękuję za
skierowane do mnie słowa pozdrowienia. Witam również
znakomitych referentów, wykładowców i wszystkich
uczestników, którzy ubogacili swym wysiłkiem te dni
intensywnej pracy. Wasze zaangażowanie skutecznie wpisuje się w
obszerny dorobek całych dziesięcioleci, skupiający się wokół
owego tak kontrowersyjnego tematu, który jest jednocześnie
tematem decydującym dla przyszłych pokoleń ludzkości.
Już
Sobór Watykański II w Konstytucji "Gaudium et spes"
zwracał się do ludzi nauki, nawołując ich do wspólnego
wysiłku w pracy badawczej w celu osiągnięcia uzasadnionej pewności
co do warunków, które mogłyby przyczynić się do
"moralnie dopuszczalnej regulacji urodzin" (GS, 52). Mój
czcigodny Poprzednik, Sługa Boży Paweł VI, 25 lipca 1968 roku
opublikował encyklikę "Humanae vitae". Dokument ów
szybko stał się znakiem sprzeciwu. Opracowany w świetle trudnej
decyzji stanowi on znaczący gest odwagi, będąc przypomnieniem
ciągłości doktryny i tradycji Kościoła. Ów tekst,
częstokroć źle rozumiany i błędnie interpretowany, wywołał
wiele dyskusji, między innymi dlatego że pojawił się u zarania
głębokiej kontestacji, która naznaczyła egzystencję całych
pokoleń. Po czterdziestu latach owo nauczanie nie tylko pozostało
niezmienione w swej prawdzie, lecz odkryło ponadto dalekowzroczność
podejścia do problemu. W rzeczy samej, miłość małżeńska
została opisana w ramach globalnego procesu, który nie
poprzestaje na rozróżnieniu pomiędzy duszą i ciałem i nie
ogranicza się jedynie do uczucia, które często bywa ulotne i
zmienne, lecz zgłębia jedność osoby i całkowitej wspólnoty
małżonków, którzy przez szczodry dar z siebie
ofiarują się sobie nawzajem przez autentyczną obietnicę wiernej i
wyłącznej miłości, wypływającej z dobrowolnego wyboru. Czyż
taka miłość mogłaby pozostać zamknięta na dar życia? Życie
zawsze jest bezcennym darem; za każdym razem, gdy widzimy, jak
pojawia się nowe życie, wyczuwamy moc stwórczego działania
Boga, który ufa człowiekowi i w ten sposób wzywa go do
budowania przyszłości siłą nadziei. Nauczanie Kościoła nie
może pominąć stale pogłębiającej się refleksji na temat
małżeństwa i prokreacji. To, co było prawdą wczoraj, pozostaje
prawdą także i dziś. Prawda wyrażona w encyklice "Humanae
vitae" nie ulega żadnym zmianom; przeciwnie, w świetle nowych
odkryć naukowych głoszona przez nią nauka staje się bardziej
aktualna i pobudza do refleksji nad jej niezbywalną wartością.
Kluczem, który pozwala konsekwentnie wnikać w jej treści,
pozostaje słowo "miłość". Jak pisałem w mojej
pierwszej encyklice "Deus caritas est": "Człowiek
staje się naprawdę sobą, kiedy ciało i dusza odnajdują się w
wewnętrznej jedności... Kocha jednak nie sama dusza ani nie samo
ciało: kocha człowiek, osoba, która kocha jako stworzenie
jednostkowe, złożone z ciała i duszy" (nr 5). Bez owej
jedności zatraca się wartość osoby i można narazić się na
poważne niebezpieczeństwo traktowania ciała jako przedmiotu, który
można kupić lub sprzedać (por. ibid.). W kulturze, w której
bardziej liczy się "mieć" niż "być", istnieje
ryzyko, że życie ludzkie straci swoją wartość. Jeśli dziedzina
płciowości zamienia się w narkotyk, który dąży do
podporządkowania drugiej osoby własnym pragnieniom i interesom, bez
poszanowania jej oczekiwań, wówczas należy bronić nie tylko
prawdziwego pojęcia miłości, lecz przede wszystkim godności samej
osoby ludzkiej. Jako ludzie wierzący nigdy nie moglibyśmy dopuścić
do tego, aby panowanie techniki naruszało jakość miłości i
świętość życia.
Nieprzypadkowo, mówiąc o miłości
ludzkiej, Jezus przypomina, co Bóg uczynił na początku
dzieła stworzenia (por. Mt 19, 4-6). Jego nauczanie odsyła do
bezinteresownego aktu, w jakim Stwórca nie tylko pragnął
wyrazić bogactwo swej miłości, otwartej dla wszystkich, lecz
chciał także wpisać pewien paradygmat, ku któremu powinno
skłaniać się ludzkie działanie. Przez płodność miłości
małżeńskiej mężczyzna i kobieta uczestniczą w stwórczym
dziele Boga Ojca i ukazują w sposób oczywisty, że ich
zaślubiny zaczynają się od owego "tak", wypowiedzianego
i przeżywanego w rzeczywistej wzajemności, zawsze otwartej na dar
życia. Te słowa Pana Jezusa pozostają niezmienne w swej głębokiej
prawdzie i nie mogą ich przekreślić żadne teorie, które
pojawiały się w miarę upływu czasu, niejednokrotnie przecząc
sobie nawzajem. Prawo naturalne, znajdujące się u podstaw
prawdziwej równości osób i narodów, zasługuje
na to, by uznać je za inspirujące źródło relacji między
małżonkami, jak również ich odpowiedzialności
rodzicielskiej wobec nowego życia. Przekazywanie życia zostało
wpisane w naturę, a jego prawa trwają jako niepisane prawo, o
którym wszyscy powinni pamiętać. Każda próba
oddalenia się od tej zasady pozostaje bezpłodna i nie ma
przyszłości. Jest sprawą naglącą, byśmy na nowo odkryli owo
przymierze, które zawsze było płodne, ilekroć je szanowano;
na pierwszy plan wysuwają się w nim rozum i miłość. Przenikliwy
mistrz, jakim był Wilhelm z Saint Thierry, mógł napisać
słowa, których prawdę głęboko odczuwamy również w
naszych czasach: "Jeśli rozum poucza miłość, a miłość
przyświeca rozumowi, jeśli rozum przemieni się w miłość, a
miłość podda się granicom, które wytycza rozum, wówczas
mogą one dokonać rzeczy wielkich" ("Traktat o naturze i
znaczeniu miłości", 21, 8). Czym są owe "rzeczy
wielkie", w których możemy uczestniczyć? To pojawienie
się odpowiedzialności za życie, która czyni płodnym ów
dar z siebie ofiarowany drugiej osobie. To owoc miłości, która
potrafi wybierać w sposób całkowicie wolny, nie obawiając
się zbytnio ewentualnych wyrzeczeń. Stąd wypływa cud życia,
jakiego rodzice doświadczają w sobie, stwierdzając, że w nich i
przez nich dokonuje się coś niezwykłego. Żadne zdobycze techniki
nie zastąpią aktu wzajemnej miłości dwojga małżonków,
będącego znakiem największej tajemnicy, która czyni ich
protagonistami i współuczestnikami dzieła stworzenia.
Niestety, coraz częściej dają o sobie znać smutne zdarzenia z
udziałem dorastających, młodych ludzi, których reakcje
wskazują na nieprawidłowe pojmowanie cudu życia i ryzykownych
skutków niewłaściwych zachowań. Zagadnienie życia stanowi
główną treść naglącej potrzeby formacji, o której
często wspominam. Mam nadzieję, że szczególna uwaga
zostanie skierowana w stronę ludzi młodych, aby mogli nauczyć się
prawdziwego znaczenia miłości i przygotować się do życia przez
odpowiednie wychowanie do płciowości, bez ulegania efemerycznym
przesłaniom, które nie pozwalają dotrzeć do istoty prawdy,
która wchodzi w grę. Społeczeństwu, które powołuje
się na zasady wolności i demokracji, nie przystoi dostarczać
złudzeń i fałszu na temat miłości ani oszukiwać w dziedzinie
prawdziwie odpowiedzialnego używania płciowości. Wolność musi
łączyć się z prawdą i odpowiedzialnością, z poświęceniem się
drugiej osobie, a nawet z wyrzeczeniem. Bez tych czynników
wspólnota ludzka nie wzrasta i zawsze zagraża jej
niebezpieczeństwo zamknięcia się w kręgu duszącego
egoizmu.Nauczanie zawarte w encyklice "Humanae vitae"
nie jest łatwe. Jednak jest zgodne z podstawową strukturą, za
pośrednictwem której życie przekazywane było zawsze, od
stworzenia świata, w poszanowaniu natury i w zgodzie z jej
prawidłami. Szacunek dla ludzkiego życia i ochrona godności osoby
ludzkiej każą nam dokładać wszelkich starań, aby wszystkim
przekazana została prawda o miłości małżeńskiej, która
jest odpowiedzialna za poszanowanie praw wpisanych w serce każdego
człowieka. Z tą nadzieją wszystkim udzielam apostolskiego
błogosławieństwa.
Tłumaczenie z języka włoskiego: Wanda
Kapica.
Źródło: "Nasz Dziennik" (dodatek "W rodzinie", 25.06.2008)
|