|
Strona 7 z 7 Niektórzy autorzy przywiązywali przesadną uwagę do rozróżnienia „naturalne” i „sztuczne” metody regulacji poczęć, sugerując z góry, że chodzi tylko o metodę, a więc o aspekt wyłącznie techniki czy sposobu, w jaki unika się płodności w pożyciu małżeńskim. Jednak w istocie chodzi o coś głębszego. Nieprecyzyjny język zaczerpnięty z rejestru publicystycznej debaty zaciążył na pewnych określeniach przyjętych nawet w dokumentach Kościoła, w których mówi się o „sztucznych środkach” zapobiegania ciąży. To prowokowało przeciwników nauki Kościoła do zarzutu, że Kościół jest przeciwny nauce i postępowi, a po drugie, jeśli to, co „sztuczne” jest złe, to można zaaprobować rzekomo „naturalne” środki oparte na bazie hormonów, które istotnie próbowano przemycić jako tzw. „katolicką pigułkę antykoncepcyjną”. Zamieszanie terminologiczne, prawdopodobnie celowo wzniecane, prowadziło do tego, że poważne organa informacji społecznej potrafiły użyć sformułowania „katolicka antykoncepcja”, co podobno funkcjonuje w kołach zachodnich w odniesieniu do tej praktyki, którą my nazywamy „naturalną regulacją poczęć”. Takie zamieszanie jest następstwem pewnej apriorycznej tendencji do pomijania etycznego wymiaru jaki tkwi w rodzicielstwie. Tymczasem osoba jest podmiotem o naturze etycznej, działanie małżeńskie jest rzeczywistością o naturze etycznej, tak, że nie może być zrozumiane poza tym wymiarem i dlatego, kiedy Kościół mówi o naturalnej regulacji poczęć, mówi o etycznym postępowaniu, które wynika z natury małżeństwa jako komunii osób. Sprawa toczy się więc o to, czy człowiek obroni swój osobowy charakter istnienia i działania, zaatakowany przez współczesną antyosobową i antyludzką kulturę. Warto przy okazji zwrócić uwagę na pewne milczące założenia filozoficzne warunkujące określony kierunek refleksji /dyskusji/ na temat regulacji poczęć. Pierwsze założenie, z gruntu fałszywe, polega na przekonaniu, że człowiek ma obowiązek kontrolować przyrost ludności w świecie. Stąd te ideologie „kontroli urodzeń” i „kontroli przyrostu ludności” należące do tej samej grupy logicznej co teorie „gospodarki ludnościowej” czy plany „zarządzania materiałem ludzkim”. Jest to filozofia, która pojmuje człowieka jedynie jako byt przyrodniczy, a ludzkość jako sumę /masę/ jednostek podległą kryteriom matematycznym i ekonomicznym, której rozwój zależy wyłącznie od sumy surowców i poziomu produkcji środków konsumpcyjnych. W ramach filozofii społecznej i politycznej panuje darwinowska teoria selekcji gatunków silniejszych i likwidacja słabszych, nie przystosowanych do aktualnych warunków walki o byt. Stąd ideologia „kontroli urodzeń” stanowi element światowej polityki ograniczenia płodności narodów niepożądanych czy „niebezpiecznych” z punktu widzenia nowego totalitarnego imperium.[11] Interpretacja władzy nad poczęciem i narodzinami oraz władzy nad narodami posiada wspólne przesłanki i wspólny mianownik: jest to przyjęcie zasady dominacji siły czyli przemocy w całej przestrzeni „zarządzania” życiem ludzkim. Aborcja, antykoncepcja i sterylizacja występują łącznie jako elementy polityki „ludnościowej” zarówno na poziomie bytu jednostkowego jak na poziomie zbiorowości ogólnoludzkiej.
Drugie założenie, logicznie związane z poprzednim polega na całkowitym zredukowaniu ludzkiej płodności do płaszczyzny biologii, wskutek czego zrywa się więź między aktem woli osobowej a faktem poczęcia. W następstwie tego zabiegu interpretacyjnego działanie człowieka ogranicza się do fizycznej manipulacji „seksem” jak i samym „procesem płodności”, w który człowiek usiłuje wkraczać aby go „kontrolować” przy pomocy metod technicznych i mechanicznych. W rezultacie tego rozszczepienia natury ludzkiej i natury małżeństwa jest niemożliwe pojęcie zrodzenia i konsekwentnie pojęcie rodzicielstwa traci wszelki sens etyczny i antropologiczny. Człowiek już nie jest rodzicem, jest tylko „partnerem seksualnym”, który musi się „zabezpieczyć” przez niepożądanym intruzem, czyli dzieckiem, które zakłóca jego spokojne konsumowanie dobrodziejstwa seksu.
Trzecie założenie występuje tylko u niektórych autorów, którzy jeszcze wierzą -lub robią takie wrażenie, że wierzą, -iż konsumowanie seksu w oderwaniu od antropologicznego sensu jedności małżeńskiej, zasługuje na miano „miłości”; nie wszyscy bowiem dziś „bawią się” w romantyzm i uważają, że liczy się tylko „konkret”, natomiast emocje i sentymenty należą do minionej epoki mitów romantycznych. Odrzucając mit romantyczności przyjmują równocześnie mit „spontaniczności” wynikającej z dynamizmu instynktu i krytykują Kościół, który narzuca pęta tej „naturalnej spontaniczności” wymagając przestrzegania jakichś nakazów i zakazów[12]. Byłaby to „miłość” nie różniąca się niczym od „miłości” uprawianej przez zwierzęta, ponieważ one także nie kierują się w swoim działaniu popędowym żadnymi wskazaniami czy nakazami moralnymi, lecz ulegają biernie konieczności instynktu. Jednak tego rodzaju „miłość”, oderwana od osobowego fundamentu przymierza, oderwana od istotowej relacji do potomstwa, oderwana całkowicie od etycznego fundamentu w postaci osobowej wolności samo posiadania, - taka miłość nigdy nie ma szans, aby stała się wcieleniem postawy daru, taka miłość nie da się zidentyfikować jako miłość małżeńska i rodzicielska i dlatego taka „miłość” nie może w żadnym razie stanowić podstawy odróżnienia małżeństwa od cudzołóstwa i wszelkich form dewiacyjnej eksploatacji popędu seksualnego. Taka hipoteza, która redukuje miłość małżeńską po prostu do poziomu przeżywania „seksu”, znajduje się całkowicie poza ramami etyki, nie tylko chrześcijańskiej, ale po prostu ludzkiej.
Można wskazać na jeszcze jedno założenie, które tkwi implicite we wszystkich powyższych supozycjach, jako ich wspólny mianownik: jest to hipoteza, że Bóg nie ma nic do powiedzenia człowiekowi w sprawie etosu płci i że człowiek jest absolutnym panem swej wolności, swego ciała i płci i może zrobić z „tym” co chce. Jest to praktyczny ateizm tkwiący w samych postawach moralnych człowieka, który usiłuje - wbrew rozsądkowi - postępować tak, jakby Bóg nie istniał. Człowiek, przyjmując tego rodzaju założenie, nie tylko sam zrywa więź z Bogiem, ale uważa, że także fakt rodzenia się nowych ludzi nie ma nic wspólnego z Bogiem i że zagadnienie regulacji poczęć to tylko sprawa technicznej interwencji w dziedzinę bezdusznej i zdeterminowanej „natury”, gdzie rządzą jedynie prawa materii. W tym paradygmacie antykoncepcja i ateizm są wzajemnie i niezwykle mocno powiązane i uwarunkowane logicznie, metafizycznie i psychologicznie. Antykoncepcja jest praktycznym protestem przeciwko tajemnicy stworzenia, a ateizm jest parawanem i szukaniem alibi dla postępowania, w którym człowiek chce udowodnić, że jest absolutnym panem siebie i nie musi się wiązać żadnymi normami. Ten ateizm najczęściej przyjmuje formę bałwochwalstwa, gdzie zdeprawowany seks staje się bożkiem, a owocem tego stanu rzeczy jest upadek człowieka poniżej poziomu zwierząt, o czym bez owijania w bawełnę pisze św. Paweł w Liście do Rzymian, a co komentuje szeroko Jan Paweł II w encyklice Evangelium Vitae, nr 22-24.. Sam ten problem nadawałby się na osobny referat.
Warto mimo wszystko przytoczyć z tej encykliki pewne myśli, rzucające światło na cały problem. Oto w paragrafie 8-ym czytamy: „U korzeni wszelkiej przemocy skierowanej przeciw bliźniemu leży ustępstwo na rzecz „logiki” Złego, to znaczy tego, który „od początku był zabójcą” (por. J 8, 44)” /EV 8/. Szatan jest także od początku kłamcą, jak o tym świadczy Słowo Boże i zamiarem szatana było zawsze zafałszować to, co odnosi się do Boga i co jest w człowieku najszlachetniejsze: prawdę o stworzeniu i miłość. Niewątpliwie owocem wpływów szatana jest wytworzenie się w społeczeństwie tzw. „struktur grzechu”, w wyniku których energia społeczna zostaje zmobilizowana w kierunku „spisku przeciwko życiu” /EV 12/. Ten spisek przeciwko życiu polega między innymi na rozpowszechnieniu się mentalności antykoncepcyjnej. Kłamstwo i zamach na życie ukrywające się za parawanem antykoncepcji polega na tym, że antykoncepcja pociąga za sobą zamach na życie poczęte jako z góry odrzucone poza obszar miłości i odpowiedzialności. W mentalności antykoncepcyjnej karmiącej się hedonizmem seksualnym i egoistyczną koncepcją wolności, „życie, które może się począć ze współżycia mężczyzny i kobiety, staje się ...wrogiem, którego trzeba bezwzględnie unikać, zaś przerwanie ciązy jest jedyną możliwością w przypadku niepowodzenia antykoncepcji” /EV 13/. Ta „ścisła więź łącząca na płaszczyźnie mentalności praktykę antykoncepcji z przerywaniem ciąży staje się coraz bardziej oczywista” w przypadku zastosowania preparatów wczesno-poronnych, które są propagowane cynicznie jako „środki antykoncepcyjne” /tamże/. W rezultacie „Wiek XX zapisze się jako epoka masowych ataków na życie/.../ stoimy tu w rzeczywistości wobec obiektywnego „spisku przeciw życiu”, w który zamieszane są także instytucje międzynarodowe, zajmujące się propagowaniem i planowaniem prawdziwych kampanii na rzecz upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i aborcji” /EV 17/. Mentalność antykoncepcyjna odgrywa istotną rolę w tworzeniu się całościowo wziętej cywilizacji śmierci.
ks. prof. dr hab. Jerzy Bajda Przypisy: [1] Zob. zwłaszcza Włodzimierz Fijałkowski, Odpowiedzialność za miłość i życie w kontekście ekologii, -Ethos nr 5, 1989, str. 85-94; tenże, Prokreacja w świetle encykliki Evangelium Vitae, w: Życie - dar nienaruszalny. Wokół encykliki Evangelium Vitae, Wrocław 1995, str.117-120; tenże, Prokreacja ekologiczna w świetle encykliki Evangelium Vitae, w: W stronę życia, Kielce 1996, str.53-60. [2] Przykładem formalistycznego podejścia do zagadnienia moralności małżeńskiej jest kilka artykułów zamieszczonych w 483 numerze „ZNAK-u” /sierpień 1995/, szczególnie Andrzeja Paszewskiego, Mariana Grabowskiego, Jerzego Strojnowskiego, Stanisławy Grabskiej. .
[3] Paweł VI reprezentuje pogląd raczej optymistyczny, twierdząc, iż „ludzie naszej epoki są szczególnie przygotowani do zrozumienia, jak bardzo ta nauka jest zgodna z ludzkim rozumem” /HV 12/. Chodzi oczywiście o naukę o kryteriach etycznych naturalnej regulacji poczęć.
[4] Na przykład Marian Grabowski, Zakaz i wyznawcy, -ZNAK /nr cyt./ str.31 nn.
[5] Stanisława Grabska, Uszanować wolność sumienia, ZNAK /nr cyt./ str. 41.
[6] Tamże, str. 44.
[7] Marek Czachorowski, Samopomoc? - Nasz Dziennik 17-18 kwietnia 1999, str. 10.; zob, także artykuł prof. Włodzimierza Fijałkowskiego Pigułka zamiast aborcji?, Nasz Dziennik 14 kwietnia 1999, str. 8; także w „Głosie” z 9-11 kwietnia 1999 ukazała się notatka ostro krytykująca posunięcie ONZ-towskiej agendy, z która zresztą blisko współpracuje Unia Europejska. Brak słów aby w pełni ukazać ohydę takiego postępowania władz międzynarodowych, angażujących przecież honor wszystkich narodów!.
[8] Jerzy Strojnowski, Antykoncepcja - świętokradztwem? - ZNAK /nr cyt./ str. 47. Autor odwołuje się do dzieła amerykańskiego kanonisty Johna T. Noonana pt. Contraception. A History of its treatment by the catholic theologians and canonists, Harvard University Press, Cambridge Mass. 1966.
[9] Zagadnienie to zostało definitywnie rozstrzygnięte w encyklice Humanae Vitae, co komentuje Jan Paweł II w swoich Katechezach Środowych, „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, Watykan 1986, str, 470. Wspomniane dokumenty Kościoła zwracają uwagę na fakt, że małżonkowie respektujący etyczny ład małżeństwa i inni małżonkowie stosujący antykoncepcję, mogą w pewnym przypadku kierować się podobnymi motywami /subiektywną intencją/, jednak słuszne motywy nie są w stanie zmienić moralnej kwalifikacji czynu, który w swej strukturze obiektywnej jest zaprzeczeniem prawdy aktu małżeńskiego. Inna rzecz, że ujemne etycznie motywy małżonków praktykujących naturalną regulację poczęć mogą skazić ich postępowanie, gdyż zły cel /np. egoizm, hedonizm/ odbiera wartość moralną nawet obiektywnie dobremu postępowaniu, podczas gdy dobry cel nigdy nie „uleczy” obiektywnie złego czynu. Zagadnienie to z kolei zostało przypomniane w encyklice Veritatis Splendor.
[10] Prof. Fijałkowski kładzie silny nacisk na pozytywne znaczenie okresów milczenia seksualnego, których nie można przeżywać jakby okresów nacechowanych pustką i biernością. Przeciwnie Autor akcentuje charakter pozytywny i twórczy tego czasu, kiedy dokonują się głębokie duchowe przemiany, wzbogaca się międzyosobowy dialog, a cała sfera napięć i poruszeń w sferze płci ulega głębokiej transformacji w kierunku pogłębienia i oczyszczenia emocjonalnego wymiaru miłości. Por. Odpowiedzialność za miłość i życie, Ethos, /art. cyt./ str. 89.
[11] Zob. Michel Schooyans, Aborcja a polityka /tłum. Pol./ Lublin, 1991; Prof. Carl A. Anderson, Evangelium Vitae na tle współczesnej polityki światowej i międzynarodowych układów społecznych. W: Evangelium Vitae - ocaleniem rodziny, Częstochowa 1997, str.217-225.
[12] Dotyczy to niektórych „ekspertów” z epoki Soboru Watykańskiego II, a tezy takie są ustawicznie wznawiane, jak widać to choćby u cytowanych Autorów ze ZN
Źródło: www.isr.org.pl
|