Dołączyłem do personelu The Couple to Couple League (CCL) w czerwcu 1981 roku. Wcześniej pracowałem jako nauczyciel języka angielskiego oraz jako dyrektor administracyjny w publicznych szkołach podstawowych i średnich. Szukałem możliwości pracy na rzecz naturalnego planowania rodziny, ponieważ byłem przekonany o jego wyjątkowym znaczeniu. Dowiedziałem się, że John Kippley i CCL szukają osoby, która zajęłaby się administrowaniem pracami organizacji, a ponieważ miałem doświadczenie na tym polu z wcześniejszej pracy w edukacji, więc zgłosiłem się.
Okręt wśród burzy
W 1981 roku w kursach prowadzonych prze CCL uczestniczyło 8 800 małżeństw i w następnym roku spodziewaliśmy się przekroczyć liczbę 10 tysięcy, ale zamiast tego okazało się, że przeszkoliliśmy mniej niż 8 tysięcy. Byliśmy nieco rozczarowani, ale uznaliśmy, że po prostu raz jest lepiej, a raz gorzej. W 1983 roku znów zmniejszyła się liczba przeszkolonych par, zaś w 1984 nastąpił spadek o 10-15 procent w stosunku do roku poprzedniego. I tak rok po roku statystyki wykazywały tendencję spadkową. Poczułem się jak Jonasz na okręcie podczas burzy - tak się złożyło, że to po moim przyjściu wyniki były tak słabe, więc zacząłem się bać, że może CCL zechce i mnie pozbyć się w podobny sposób jak żeglarze Jonasza.
Problem polegał między innymi na tym, że wiele młodych małżeństw miał za sobą naukę w szkołach, które były katolickie jedynie z nazwy. Ci ludzie nie tylko nie wiedzieli, czego Kościół naucza, ale także nie przejmowali się tym. Ten stan rzeczy trwał do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy uczyliśmy około 3 tysięcy małżeństw rocznie i taka sytuacja rodziła atmosferę zniechęcenia. Na szczęście w tym samym czasie bardzo poprawiła się sytuacja gospodarcza USA: mała inflacja, większe obroty handlowe, więc z punktu widzenia finansowego nasza organizacja nie ucierpiała aż tak bardzo z powodu spadku liczby uczestników kursów. Około roku 1994 sytuacja zaczęła się zmieniać: przybywało powoli uczestników kursów. W skali kraju uczymy obecnie na kursach bezpośrednich od 6 do 7 tysięcy małżeństw rocznie i rozsyłamy około 2 tysięcy kompletów kursów domowych.
Fenomen Denver
Dość trudno wskazać jednoznacznie przyczyny tej zmiany. Szkoły katolickie nie poprawiły się specjalnie, ale młodzi ludzie wydają się nieco bardziej konserwatywni niż ich rówieśnicy z lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych. Wielu z tych młodych ludzi rozumie, że zawarcie małżeństwa jest poważnym krokiem, a równocześnie zdają sobie sprawę z ilości rozwodów i pragną czegoś lepszego. Podobnie jest z młodymi klerykami, którzy przychodzą do seminariów z bardziej ortodoksyjnie katolickimi poglądami niż pokolenia seminarzystów kształconych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Wielu z tych młodych księży przysyła później małżeństwa na nasze kursy. Jedna z dużych amerykańskich diecezji, Denver w stanie Colorado wymaga, aby każda para narzeczonych przeszła pełny kurs NPR (z paroma wyjątkami - na przykład, kiedy wdowiec poślubia wdowę i oboje mają po 60 lat�). To jest bardzo duża diecezja i nasza aktywność jest tam zwykle największa, ponieważ potrzeba wielu par instruktorskich. W ostatnich trzech latach dwa razy w roku jeździłem do Denver, by prowadzić seminaria dla nowych instruktorów. Inni biskupi uważnie śledzą to, co dzieje się w tej diecezji, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że amerykańska rodzina przeżywa poważny kryzys i wszyscy szukają sposobów na zaradzenie temu.
Młodzi gniewni
|